20 lis, 2019 przez

Hula-hoop dla przedszkolaka


Jakiś czas temu było u mnie o hula-hoop dla maluchów (dla zainteresowanych – kliknijcie te słowa). Dzisiaj kontynuacja tematu, czyli po co hula-hoop przedszkolakom. Oraz o tym, czy warto hula-hoop dawać małolatom w prezencie. Totalnie obiektywnie i trochę z przymrużeniem oka.Słowem wprowadzenia w temat: zacznę może od kwestii kupowania dzieciom zabawek. Z moich obserwacji – dowolna zabawka darowana dziecku nie zna swego dnia ani godziny :) Wiecie, jak trafić w gusta i pasje dwu- i trzylatka? Próbujcie na zdrowie. Im starsze dziecko, tym (teoretycznie) łatwiej, ale nawet wtedy może się przydarzyć któraś z poniższych sytuacji:
  1. Obserwujesz własne dziecko jak pełne entuzjazmu bawi się całkiem fajną zabawką dziecka znajomych, więc robisz w myślach postanowienie, że mu kupisz identyczną zabawkę, co wkrótce robisz, ale Twoje dziecko nie poświęca jej za grosz uwagi. Przenigdy.
  2. Widzisz fajną kreatywną zabawkę w sklepie internetowym. Myślisz sobie: bingo! Jak znalazł na urodziny/święta/dzień dziecka. Kupujesz. Dziecko jest zafascynowane w momencie odpakowywania. Potem zapomina o sprawie, a przedmiot zarasta kurzem.
  3. Rok później. Dziecko przypadkiem odkrywa wyżej wymienioną zabawkę na półce. Sięga po nią. Nie przestaje się nią bawić przez kolejny miesiąc. Dzień w dzień.
  4. Dziecko znajduje lekko przegniły patyk w parku na spacerze. Postanawia zabrać go do domu, kąpać się z nim i spać w jednym łóżku. Nazywa go swoją rakietą/mieczem/różdżką/maskotką/etc.
  5. Dziecko otrzymuje w prezencie super-extra-wyjątkową zabawkę, którą sam byś się chętnie pobawił(a). I nawet się z nią zaprzyjaźnia, tylko ku Twej (prawie że skrywanej) irytacji korzysta z niej totalnie niezgodnie z przeznaczeniem. Ale ma ubaw, więc co mu zrobisz.
  6. Dziecko przez dwa tygodnie bez przerwy mówi Ci, że chciałoby hulajnogę. Ulegasz i kupujesz hulajnogę na urodziny. Dziecko jeździ nią przez tydzień w totalnej euforii. Potem przez 6 miesięcy już nie chce. Następnie, przez kolejne dwa tygodnie jeździ codziennie. A przez kolejny rok – zgadnijcie – nie chce.
To kilka przykładów, które można by mnożyć i odmieniać przez przypadki :) A jak to wszystko ma się do hula-hoop? Otóż u swoich znajomych przedszkolaków zauważyłam wszystkie te modelowe sytuacje w odniesieniu do hula-hoop (no prawie) :) Krótkie fascynacje, odkrywanie po miesiącu, wymyślanie zabaw niezgodnych z przeznaczeniem (to akurat prowokacja, bo nie ma zabaw niezgodnych z przeznaczeniem hula!). Wkręcanie się totalne na dłużej lub krócej. I nadal twierdzę, że hula-hoop jest idealne na prezent dla przedszkolaka.
Foto dzięki uprzejmości Moment Fest Split, by Wann Teems
Bo tak:
  • jest tanie jak barszcz (rozmawiamy o hula ok 50 cm średnicy z zabawkowego, żadne tam polypro/led ekstrawagancje). Można ustrzelić nawet za 5 zł
  • bo jest podstawą kreatywnych zabaw, takich z dziecięcej głowy albo z tutoriali z internetu (przy wsparciu mamy czy taty). Dziecko absolutnie nie ma obowiązku kręcić w talii, jeśli nie ma na to ochoty :)
  • hula-hoop podarowane na urodziny zmienia zwykłą imprezę urodzinową w hula-urodziny z animacjami wymyślanymi na poczekaniu przez hula-ciotkę ;) (doświadczone na własnej skórze)
  • bo może któregoś dnia, za miesiąc albo za rok, młody człowiek zacznie swoją własną sportowo-taneczną przygodę z hula-hoop i fajnie, że wtedy właśnie to stare zakurzone kółko będzie na wyciągnięcie ręki.
Jeżeli zależy nam, by młodzież wkręciła się w hulanie, tu z pomocą przychodzi DOBRY PRZYKŁAD. Nikogo czytającego te słowa nie muszę przekonywać, jak bardzo hulanie jest zaraźliwe. Maluchy chętniej kręcą, jeśli kręcą ich rodzice.I jest jeszcze jeden aspekt. Kiedyś wpadłam na pomysł, żeby obdarować hula-hoopem swoją bratanicę przy okazji jej drugich urodzin. Przygotowałam wtedy kółko spersonalizowane, to jest takiego zwyklaka z zabawkowego obkleiłam najładniejszymi taśmami, jakie miałam. Było różowo i srebrzyście. Zainteresowanych prezentem było więcej niż tyko solenizantka, a zdjęcia z tego wydarzenia są rewelacyjne :)
Znam też dzieciaki, które się uparły, że nauczą się kręcić na biodrach i mimo że spadało, nauczyły się kręcić przepięknie. To wyjątkowy przypadek pewnej przeuroczej pięciolatki, z której jako hula-ciocia jestem bardzo dumna. Serce rośnie! Mam wrażenie, że często mamy skłonność do generalizowania i na dzieciaki współczesne patrzymy negatywnie, przekonani, że w dzisiejszych czasach (czasach tabletów, bycia obsługiwanym i dostawania za darmo) nie będzie im się chciało podejmować wysiłku, gdy cel wydaje się początkowo bardzo trudny. To wtedy dzieciaki zaskakują. Bo mogą. Warto dać im szansę. I to jest taki właśnie przykład z tym hula-hoopem.W każdym razie. Hula-hoop to obowiązkowa pozycja wśród zabawek przedszkolaka. Polecam! :)PS. Mam jeszcze post scriptum dla wzmocnienia efektu przedostatniego akapitu – przypomnę Wam tutaj fragment chorwackiego Mam Talent, w którym Matej Mateković (nie taki znowu przedszkolak, bardziej szkolak, a do tego chłopak, któremu się chciało!) robi taki show, że nie uwierzycie. Ta minka na koniec po ogłoszeniu werdyktu totalnie mnie rozbroiła. Enjoy!
A na obrazku na samej górze – fragment zdjęcia hulającego Melburne w 1957 roku – link. Żal go było nie pokazać w całości, dlatego wklejam ponownie na zakończenie :)
Source: HULAJDUSZA!
Jeszcze więcej o hula-hoop na HULAJDUSZA!!