4 Mar, 2011 przez

Z dziennika Stokrotki – HONDURAS, BANANOWA REPUBLIKA


Z dziennika Stokrotki - HONDURAS, BANANOWA REPUBLIKAPo intesywnej przeprawie przez Salwador – 24 godzinnej wizie na transport, zmianie kola w Minie Wienie i braku paliwa na srodku drogi udalo nam się dotrzec do kolejnego panstwa – Hondurasu. Dlugie oczekiwanie na granicy sprawilo ze do nowego panstwa dotarlismy tuz przed zmierzchem i trzeba bylo znalezc jakies miejsce na nocleg.
Dojechalismy do najblizej wioski i tam miejscowych zapytalismy o jakiejs miejsce do zaparkowania. Zaopiekowal się nami farmer Oskar , ktory ugoscil nas na wlasnym podworku. Chcac odwdzieczyc się za goscine zrobilismy maly spontaniczny spektakl dla naszego gospodarza i dzieciakow z sasiedztwa. Z wioski zebrala się grupa ciekawskich (okolo 50 osob) chcaca zobaczyc te niecodzienne zdarzenie. Dla nas takze byl to niezwykly wystep – w malej wioseczce, na srodku podworka miedzy krowami i prosiakami.
Nastepnego dnia rano wielkie poruszenie i smutek – Nick i Paul nasi angielscy koledzy, inzynierzy i mechanicy postanowiaja odlaczyc się od grupy i ruszyc w podroz na wlasna reke. Glownym powodem jest zmeczenie i niemozliwosc porozumienia się z Brady, co wyniklo podczas ostatniej trudnej przeprawy przez Salwador. Rzeczywiscie Brady ma trudny charakter i czasem jest trudno z nim wytrzymac. Wszyscy mieli dosc noworocznego zebrania odnosnie brudnych kubkow( bardzo nie w pore szczegolnie , ze to byl 1 styczen), ze strony Nicka miarka się przebrala w momencie ostaniego problemu mechanicznego, kiedy to Brady nie chcial przyjac do wiadomosci, ze przyczyna byl brak diesla i nie zgodzil się zakupic wieksza ilosc paliwa na droge. Nick i Paul zdecydowali pojechac do stolicy Tegucigalpa, razem z nimi ruszyl Alfredo, ktory postanowil pomoc im w komunikacji w hiszpanskojezycznym kraju.
Pozostala czesc grupy bus postanowila spedzic kilka dni nad morzem na plazy , zeby odpoczac po meczacej podrozy i wyciszyc się po ostatnich intesywnych dniach. Od momentu, kiedy Nick i Paul opuscili grupe, cos zaczelo pekac. Po kilku dniach spedzonych na plazy, wielu rozmowach ruszylismy do stolicy, poniewaz Brady potrzebowal nowych stron w paszporcie, ktore mogl zalatwic jedynie poprzez ambasade. Pierwszy wieczor spedzilismy na wjezdzie do miasta tuz przy posterunku policji. Wazna wieczorna rozmowa podczas ktorej stwierdzono , ze w busie jest za duzo ludzi i kto chce opuscic tour moze to zrobic teraz, kiedy jestesmy w duzym miescie. Juz wiadomo , ze Alfredo takze chce wrocic do Meksyku, poniewaz jego tata jest chory i ma sprawy do zalatwienia zwiazane z teatrem lalkowym , ktory prowadzi w Guadalajarze.
Nastepnego dnia parkujemy tuz obok ambasady amerykanskiej. Udaje nam się zalatwic pozwolenie na wystep w centrum miasta wiec postanawiamy wieczorem zrobic pokaz. Irmi i Brady nie chca brac udzialu wiec nasz spektakl odbyl się bez konstrukcji do trapezu i naglosnienia – calkowity streetshow. I to nasz ostani pokaz jako calej grupy, poniewaz w Hondurasie zostaja rowniez Val i Sara. Na pokaz w miescie przyszli rowniez Nick i Paul , ktorzy mieszkali teraz w hotelu. Wielka publicznosc i dziwna publicznosc mieszkancy Hondurasu znacznie czesciej krzycza i dziwnie reaguja. Niemniej bardzo udane przedstawienie – wszyscy czulismy , ze choc ostatni raz w tym skladzie , to jestesmy juz na tyle zgrani , ze wspolnie mozemy tworzyc fajne streetshow. Tego dnia do naszej grupy dolaczyla dwojka nowych artystow z niemiec JAN i KIRA. Nastepnego dnia w zmienionym juz skladzie ruszylismy do Nicaragui.

Więcej o Julian

Absolwent Szkoły Cyrkowej, oraz Kaskaderskiej. Od lat zaangażowany w rozwój portalu i sklepu. Aktualnie jego nowym projektem jest akrobatyka w kole.