15 Wrz, 2016 przez

Wrażenia z OFCY cz.2


W części pierwsze o Ofcy ledwo zdołaliśmy rzucić okiem na niektóre występy dzienne, a przecież to nie tylko z nich festiwal się składa.  Po pierwsze wysoko nad głowami zawisła oczekiwana, rekordowo długa bo stumetrowa taśma  slackowa. Niestety nie wiadomo mi czy została pokonana, ale za każdym razem gdy zadzierałem głowę (siedząc oczywiście przy ulicznym występie) ktoś z tą „bestią” się zmagał. Moją ulubioną atrakcją linoskoczkową był mimo wszystko turniej Trickline. trickline OFCAJednakowoż, jak to na festiwalu zwykle bywa, najwięcej napstrykałem się podczas fireshow. To jak z ogniskiem – można po prostu siedzieć i gapić się w płomienie.  Pierwsza występowała Tikanga.

Tikanga

Tikanga

To nowy numer, powstały przez współpracę Agaty Piesiewicz z Bandit Queen Circus oraz tria Glingal. Szoł ponoć zainspirowanę elektroniczną płytą, która przez cały czas dogadzała nam dźwiękami zgoła maoryskimi. Zapowiadał się interesujący powrót do korzeni.
Spektakl wywołał mieszane wrażenia u widzów. Jedni byli zauroczeni, na innych nie zrobił takiego wrażenia. Ja byłem poirytowany.

Głównie dlatego, że o projekcie słyszałem trochę wcześniej i miałem pewne oczekiwania, które zupełnie się nie sprawdziły. Po dłuższej próbie nieobrażania nikogo muszę pozostać jednak w zgodzie ze sobą i napisać szczerze, że moim zdaniem połowa zespołu nie nadaje się do tego spektaklu. Wielkim atutem w kompozycji są niewątpliwie stroje, które oprócz tego, że pięknie odsłaniają nogi tancerek, niestety obnażają też legendarną już niezdarność ich ruchów. Zadziwiające jest, jak po tylu latach nadal nic z tym nie zrobiły.
Poza tym ciekawa konwencja. Za obiektywem myślę sobie: Wiele nie potrzeba. I to jest właśnie takie irytujące. Gdy widzisz numer z potencjałem spaprany przez jeden fakt, że komuś nie chciało się przez tyle lat zapisać na kurs tańca, żeby dobrze wypaść na pokazie – uwaga – tańca z ogniem.
Oprócz tego sporo na plus, a między innymi oczywiście fantastyczny Mateusz Opyrchał i jego akrobatyka, oraz wspomniane nogi.

Azis Light

Azis Light

Następny na mojej liście oczekiwanych występów miał być wykonany przez grupę Synergy. Zanim go zobaczyliśmy, na scenie była jeszcze kuchnia Azis Light – stałych bywalców OFCY. To jedyny ograny numer tego wieczoru i był odebrany jak zwykle ciepło przez publiczność. Hell’s Kitchen jest łagodny w formie i pełen sztuczek z ogniem oraz samego ognia. Łagodny w każdym razie w porównaniu do pozostałych dwóch, które wyszły wręcz eksperymentalnie.

Eksperymentalny zwłaszcza wydawał się występ Synergy. Ex Machina, bo taką nosi nazwę, przypieczętowała wielkie zróżnicowanie tematyczne wieczoru. Konwencja Sci-fi i zagadnienia inżynierii biomedycznej do miłej dla ucha muzyki oprawiły jeden z bardziej chaotycznych i zatłoczonych pokazów scenicznych, jakie widziałem. Grupa jeszcze zmaga się z czytelną narracją ambitnej fabuły, co doskwierało zmęczonym już widzom. Widać, że zespół postawił na rozwój numeru w „swoim tempie” i to, co widzieliśmy, było wersją beta, w założeniu bardziej plastycznego niż dotychczas przedstawienia fireshow. Grupa ewidentnie liczy na to, że takie doświadczenie teraz pozwoli jej zrobić za jakiś czas spektakl z prawdziwego zdarzenia. Numer zakończył się urokliwą rolą robota z płonącym sercem.

Synergy Ciapster

Seweryn, Synergy

Na koniec muszę powiedzieć, że przyjemnie mi się siedziało na ofcowym pokazie ognia. Nowe numery mimo ogólnego braku ogarnięcia, emanowały sympatycznym podejściem do tematu. Nie wykluczone, że cały wieczór zapadnie w pamięć wyszukanymi konwencjami,  i takim wrażeniem, że coś się tam w naszej scenie fireshow gotuje nie tylko w garnkach Azis Light. To taka cicha ekscytacja, bo czuję, że mamy teraz czas przełomowy. Gdzieś tam w głowach i sercach kuglarskich kotłuje się wizja, żeby z do niedawna prymitywnej formy występów weselno-ulicznych zrobić coś ciekawego, co już nie tak łatwo będzie podsumować.
Swoje już wtrąciłem. Resztę niech powiedzą obrazki i oczywiście słuchamy komentarzy czytelników.