17 Mar, 2019 przez

Spektrum. Dodaj do ulubionych


Spektrum, spectrum [wym. spektrum]

1. uporządkowany zbiór jakichś zjawisk, pojęć itp. rozpatrywany w całości

2. zakres lub zasięg jakiegoś zjawiska

3. widmo optyczne

To wydarzyło się mniej więcej naprawdę. Tej relacji nie dałoby się uporządkować, gdyby nie definicja leksykalna, która wyrwała mnie z krainy czarów, jakiej uległam jeszcze długo po wydarzeniu. Żonglerka może być królową sceny. Nawet bez korony.

Spektakl żonglerski? A czym będą żonglować? A będą jakieś inne sztuczki? Czy na spektakl można przyjść z dziećmi? 

Od pierwszych minut spektaklu pojawia się jednak zupełnie odmienny zestaw pytań: Ile widzi nasze oko? Czy ważniejsze jest „jak” czy „iloma”? Co interesującego jest w jednej piłeczce? Jest jakiś ciekawy patent na kaskadę? Czy najlepszą solówkę zawsze należy pokazać na końcu?

W uporządkowanym świecie zawsze jest miejsce na odrobinę szaleństwa, potencjał niekontrolowanej wyobraźni. Mam wrażenie, że widzę dorosłych Piotrusiów Panów, którzy całe życie przeżyli pod dyktando swojej nieokiełznanej fantazji. Taką sztukę robią tylko chłopcy, którzy patykiem wygrywali podwórkową wojnę, z kołdry robili namiot, a podczas upałów lepili sobie czapkę z błota. Ujmuje prawdziwość: zawsze doskonale sprawdzające się tricki (jak prosta, mobilna scenografia, która raz stanowi parawan, innym razem coś na kształt „wychodka” czy też przestawnych palet, czy rozsuwanych drzwi. Każdy przedmiot na scenie gra i ma wiele do opowiedzenia. A oni każą wyłączyć nam telefony i zapraszają do swojego świata nieograniczonej wyobraźni.

Żonglerka jest rytmem

Spektakl nie ma nakreślonej linii fabularnej, jest raczej zestawem wariacji ruchowo-cyrkowo-tanecznych. Dlatego składa się z szeregu, niekoniecznie do siebie pasujących charakterem scen. W tym właśnie niedopasowaniu tkwi główny urok obrazu, w połamanym rytmie, w kompozycji, która ze skrajnego napięcia i koncentracji, aż do granic wzruszenia, płynnie przechodzi w lekkie scenki rozpuszczające emocje. Rytm widać także w perfekcyjnej, obsesyjnie doskonałej współpracy zespołu. Taki efekt finalny można mierzyć w latach spędzonych wspólnie na sali treningowej, w niezliczonych kłótniach i bitwach na piłeczki. Wyobrażam sobie, ile czasu trzeba ćwiczyć kilkuminutową czteroosobową choreografię z…jedną piłeczką, która wręcz tańczy i przeskakuje w dłoniach. Jak organicznie trzeba się zgrać się, by tworzyć choreografię, w której przedmioty zdają się ściśle współpracować, a niekiedy wręcz partnerować. Całość polepiona z fragmentów tworzy mozaikę jak w dziecięcym kalejdoskopie, w którym po przekręceniu wszystkie cząstki układają się na nowo w zupełnie inną całość. Tak też pracuje na scenie zespół artystyczny „Spektrum”, jest, jak cząstki tego kalejdoskopu, widziane przez raz skupione, to znów rozproszone światło soczewki. Z tym, że zamiast kolorów jest surowa, schludna estetyka, która pozwala maksymalnie skupić się na formie tych poszatkowanych fragmentów. W tej  męskiej produkcji jest klasa, subtelność i cudowny balans między techniką, a emocjami. Żonglowanie – męska rzecz, ale w żadnym wypadku spektakl nie ocieka testosteronem, jest za to zestaw postaci uszytych na miarę nieanimowanej bajki, którym (w odczuciu widza) trudne tricki przydarzają się tak po prostu.

Żonglerka jest matematyką

Tak bardzo bym chciała, aby wszyscy twórcy fabularnych matematycznych zadań szkolnych obejrzeli ten spektakl, jako czystą inspirację. Aby mentorzy nauk ścisłych zakochali się w tej formie, w zachwycie nad geometrią wzorów, w ekstazie nad kształtem układów scenicznych, w obsesji doskonałości. Wówczas niekoniecznie zamiast, ale może chociażby obok jadących z miasta A do miasta B pociągów, lub jabłuszek w koszyczkach znalazłoby się miejsce na kreatywne wykorzystanie przedmiotów i ich ruch w przestrzeni, wyliczone wręcz z dziką precyzją. Zabawa geometrią i nawias kwadratowy, w który można zamknąć (dla separacji) tricki arcytrudne:) „Spektrum” – używając języka szkolnej metafory – to takie zadanie z gwiazdką rozwiązane na ocenę celującą.

Żonglerka jest muzyką

A właściwie pisze swoją własną partyturę, bo trudno zliczyć i nazwać te momenty, gdy przedmioty wprawione w ruch grają różne melodie. I bynajmniej nie jest to gra na grzebieniu. Po zakończeniu spektaklu słyszymy te dźwięki, w których zamyka się obraz. OK – oglądamy żonglerkę, ale czy ktoś z Was słuchał kiedyś żonglowania? Serdecznie polecam – to jest jak wejście w inny wymiar sztuki żonglowania, który jako bardzo mi bliski osiąga się najczęściej poprzez brak zrozumienia jej matematycznych notacji. Dźwięk działa na wyobraźnię lepiej niż obraz, zwłaszcza, gdy opowiada to, co nie jest i nie musi być pokazane (genialna scena z piłkami bounce w wychodku)!!! Nasze „szkiełko i oko” od razu otwiera się na inne zmysły, gdy wzrok już nie przyswaja, a umysł nie ogarnia. Apetyt rośnie nie tylko w miarę patrzenia, ale i słuchania:) Spektrum wrażeń idzie więc w parze ze spektrum emocji. A wirtuozi nie przestają grać.

Żonglerka jest manifestem

Ilekroć widzę takie produkcje, mam wrażenie, że przekraczam Rubikon, wzbijam się w nadprzestrzeń. Są one, jak danie świadectwa, mają nierzeczywistą siłę rażenia i z wielką odwagą „moszczą” się na scenie w światowy sposób. Zespół artystyczny „Spektrum” mierzy ambitnie, ale widać w tym wszystkim także troskę o widza, który nie porusza się tak dobrze w obszarze  nierozpoznanego jeszcze nowocyrkowego kodu kulturowego. Ten projekt, to zapis podróży w konkretny klimat. Doskonały dla tych, którzy uważają, że już wszystko widzieli, a także dla tych, którzy potrzebują namacalnych dowodów na to, jakie jest spektrum sztuki cyrkowej. Kolektyw LŁ uruchomił niezłą machinę i otworzył przestrzeń nieskończonych możliwości.

Kolektyw LŁ to grupa artystyczna tworząca spektakle Nowego Cyrku w składzie: Artur Perskawiec, Daniel Chlibiuk, Jakub Szwed, Mateusz Kownacki oraz Marek Żmuda. Spektakl brał udział w programie Teatr Polska oraz był prezentowany m.in. w Domu Kultury „Świt” w Warszawie.

Agnieszka „binia” Bińczycka

fot. materiały ze zbiorów Kolektywu LŁ, użyczone za zgodą Artystów