1 Cze, 2015 przez

Relacja z Magic Festival 2015


Relacja z Magic Fetival Łódź 2015

Byliśmy na festiwalu magicznym w Łodzi. Fajnie było, więc pomyślałem, że warto coś o tym napisać. Zacznę od tego, że nie jestem magikiem, ale swoje widziałem.

Zaczęło się w sobotę rano. Mówię Wam – festiwal bajka, ale jak trudno było się na niego zabrać! Z walizami wypchanymi magią pchamy się do metra. Na pokładzie już naszła mnie tęsknota, jakbyśmy zostawili kawałek siebie na stacji. Kiedy mojemu szefowi Basowi udało się wepchać jego zaległy kawałek do środka, a drzwi mogły się zamknąć, nie było już odwrotu. Łodzi, przybywamy!
Na miejscu nie czekał komitet powitalny. Korzystając z rozpaczliwej komunikacji tego zaniedbanego miasta i resztek moich sił osiągnęliśmy nasz cel – ośrodek AOIA, gdzie lada chwila miał się rozpętać festiwal. I tu sobie uświadomiłem czego się tak na prawdę obawiałem. Na zlotach kuglarskich w pewnym sensie jestem kimś – masa znajomych, liczne przywitania: „kopę lat!” „nauczyłeś się czegoś nowego? Ja też nie miałam czasu”. To wszystko na dużym obiekcie sportowym pośród minimum stu osób, czasem i kilku tysięcy. Nie chciałem być anonimowy w takiej sytuacji. Okazuje się, że festiwale iluzjonistyczne są jednak inne.

Według naszych przewidywań nie było czasu na rozłożenie godnego stoiska, ale zainteresowanie sklepem te oczekiwania przeszło co najmniej trzy razy. Nasza konkurencja uprzejmie nie zjawiła się i na punkt programu „Giełda rekwizytów” składaliśmy się tylko my. Wśród uczestników największym zainteresowaniem cieszyła się magiczna kolorowanka. Z dumą prezentowaliśmy też Malini Egg Bag, które zyskało kilku właścicieli zadowolonych z jakości zestawu. Ja najbardziej polubiłem duże chińskie obręcze, bo mogłem nacieszyć oko piękną prezentacją za każdym razem gdy magicy chcieli je wypróbować.
Jednakowoż przyznaję – to nie nasze rekwizyty były gwiazdami giełdy…

Ara Zaran i Kakadu Koko z Kaliszewski Animals Entertainment

Ara Zaran i kakadu Koko z Kaliszewski Animals Entertainment

Sąsiadowały z nami klatki Kaliszewski Animal Entertainment, a w nich dwie papugi: Ara Zaran i Kakadu Koko. Ta ostatnia nie tylko mówiła po ludzku ale, ku naszej rozpaczy, także po papuziemu. Te dwa słodziaki nie potrafiły wytrzymać chwili bez uwagi człowieka. Każdy mógł sobie zrobić zdjęcie z jedną z nich i nigdy nie wyglądały na zmęczone. Nastawiały skrzydła, gdy się je miziało (!). Do końca imprezy fascynowały mnie.

Kakadu Koko i Pan Ząbek  na Magic Festival 2015

Od lewej kakadu Koko i zazdrosny o czuba Pan Ząbek

Sala stopniowo napełniała się gwarem, aż tu nagle wszystko ucichło. Na sali seminaryjnej zaczął się konkurs. Ja go nie widziałem. Uwijaliśmy się z Basem przy stoisku, usiłując naprawić szkody po huraganie, który rozpętała swoimi ogromnymi skrzydłami Koko. Żałowałem, że nie mogłem oglądać numerów.

Następnym punktem programu było seminarium z podstaw hipnozy, które prowadził Jurij Mokriszczew. Pleczysty, opalony człowiek o spokojnym głosie i niepospiesznym sposobie bycia. Organizatorzy zdają się być dumni z tego, że goszczą hipnotyzera. Dowiedziałem się, że takie numery to rzadkość w świecie iluzji.
W trakcie zajęć okazało się, że hipnoza to taka iluzjonistyczna wersja animacji. Prowadzący starał się wprowadzić luźną atmosferę, przełamać bariery międzyludzkie. Jedno z zadań jakie dostała publiczność, to wymasować kark osobie obok. Stojąc przy aparacie, zorientowałem się że pomimo mojej obecności na trybunie, znowu nie biorę udziału w zajęciach. Bardzo żałowałem – moje ramiona były z kamienia.

Animacja publiczności na seminarium z hipnozy Jurij Mokriszczew

Publiczność uradowana seminarium z hipnozy Jurijego Mokriszczewa.

Muszę przyznać, że prezentacja otworzyła mi oczy. Nigdy wcześniej nie widziałem parapsychologicznych seansów na żywo. Przejrzysty sposób opowiadania pomagał oddzielić jaka część fachu Jurij’ego jest faktycznie związana z hipnozą a jaka robieniem show. Prowadzący wplótł kilka luźnych dowcipów, ogólnie wywarł pozytywne wrażenie, ale pozostawił też takie, że lekcja była odrobinę niepotrzebnie przeciągnięta.
Zanim dobiegła końca, Koko zaczęła się głośno domagać uwagi. Jej opiekun, Pablo Kaliszewski zniknął za drzwiami. Dalej słyszeliśmy tylko jak ptasie darcie (nie znajdę lepszego określenia na ten okropny hałas) robi się raz to stłumione, raz bardziej histeryczne. Na koniec przyjąłem, że wygrał Pablo, chociaż na resztę seansu już nie wrócił.

Wtedy uzmysłowiłem sobie jak mały był to zlot. Na sali siedziało góra 50 osób z zapleczem włącznie. Z jednej strony zrozumiałe, że 150zł na wejście nie każdy chce wydać. Z drugiej zaś mamy do czynienia z festiwalem z tradycjami, a organizatorzy nie wyglądali na żółtodziobów. Trzeba przyznać, że kameralna atmosfera bardzo mi przypadła do gustu – miałem czas poznać przyjazne środowisko magików. Nie spotkałem się z żadnymi lożami ani pogardliwym nastawieniem, co jest niestety nagminne w środowisku kuglarskim.

Po zajęciach temat był kontynuowany w rozmowach. Okazuje się, że hipnotyzerów na festiwalu było więcej, oraz że każdy jest terapeutą, lub nadaje się na niego, że terapia taka może wpłynąć korzystnie na wiele aspektów życia człowieka i że jeden z nich może pochwalić się nawet dyplomem. Odnosiłem wrażenie, że nie ma choroby, której nie dopisaliby sobie do oferty hipnotyzerzy.

Zadanie dla medium na seminarium z hipnozy Jurij Mokriszczewa

Media wykonują ćwiczenia pod okiem mistrza hipnozy

Dzień minął jak z bicza strzelił. Ani się obejrzeliśmy i siedzieliśmy na widowni Teatru Jaracza czekając na rozpoczęcie Wielkiej Gali Iluzji. To był moment, kiedy się dowiedziałem, że dla magików ważne jest, żeby występy były wielkie, a miejscówka elegancka.
Kątem oka spostrzegłem Pabla kilka rzędów niżej. „A jednak wygrał” – Pomyślałem. Sala liczyła kilkukrotnie więcej widzów niż seminaria.
Zestaw otworzył Filip Piestrzeniewicz, syn znanego iluzjonisty. W dowcipnym numerze zgadł jaką sławną osobę ma widz na myśli. Pamiętam, że był to Andrzej Duda. To znaczy ta sławna osoba, nie widz. Następnie przyszła kolej na ogłoszenie wyników konkursu. Wielka nagroda pieniężna pozostała w rękach fundatora,  Macieja Pola, bo jury (w składzie Katarzyna Hofman, Jerzy Stanek, Krzysztof Rajca, Łukasz Sysiak) uznało, że żaden numer nie był jej godzien. Przyznano jedno wyróżnienie, a reszta musiała się zadowolić 40-letnim wydaniem książki na pocieszenie.Od tego momentu już nie żałuję, że nie widziałem numerów.

Uczestnicy konkursu na etiudę iluzjonoistyczną odbierają nagrody pocieszenia z rąk organizatora imprezy,  Jerzego Buczyńskiego. Magic Festival 2015

Uczestnicy konkursu na etiudę iluzjonoistyczną odbierają nagrody pocieszenia z rąk organizatora imprezy, Jerzego Buczyńskiego

Gdy na scenę wszedł Jurij, uzmysłowiłem sobie, że zapomniałem aparatu. To był najlepszy błąd tego weekendu. Nie dość, że mogłem lepiej skupić się na seansie, to w momencie kiedy publiczność miała sobie nawzajem robić masaż, zorientowałem się, że siedzę koło prawdopodobnie najlepszej sztuki w teatrze. Prawdziwa Antygona lub raczej Eurydyka z niej była (bo następny po niej siedział Orfeusz).
Ten artykuł ukazałby się już tydzień temu, ale tak mnie zmasowano, że dopiero dzisiaj mogę pisać na klawiaturze. Ciężko przekazać co się dzieje na widowni dużego teatru, gdy animuje ją Jurij. Zmasowana euforia – tak bym to nazwał. Najbardziej wczuł się chyba Bas, który przelał swoją zazdrość prosto na moje czworoboczne. Oczywiście żartuję, nastrój panował bardzo przyjazny i następni artyści nie mogli życzyć sobie lepszej rozgrzewki.
Problem w tym, że ta „rozgrzewka” najpierw (jak wcześniej) trochę się zaczęła przeciągać, a z czasem zamieniła się w prawdziwy maraton. Po półtorej godzinie zacząłem wątpić, czy w ogóle się kiedyś skończy. Odniosłem wrażenie, że hipnotyzerowi brakuje szacunku dla organizacji widowiska, a zwłaszcza dla mediów, które przez cały ten czas odgrywały istny cyrk na scenie. Po prostu zaczęło mi być ich żal. Przyznałem mu w myślach jednak plusa za dozę autoironii.
Na koniec wszyscy byliśmy wielce zrelaksowani. No może za wyjątkiem prowadzącego Jerzego Buczyńskiego, którego najwyraźniej targały nerwy organizacyjne.

Justyna Stachniuk i Marta jasińska na seminarium z chemii dla magików

Justyna Stachniuk i Marta jasińska na seminarium z chemii dla magików

Następny w programie był Txema Muñoz o powierzchowności niepoprawnego romantyka. Pokazał krótką, zwartą i bardzo estetyczną etiudę. Jeden z lepszych numerów scenicznych jaki widziałem i podobno też jeden ze świeższych w biznesie. Umieszczony pomiędzy dwoma długimi występami pozostał zapamiętany jako klejnocik wieczoru, ale musieliśmy czekać jeszcze do następnego popołudnia, żeby przekonać się ile pracy kosztował.

Gdy Txema zszedł w akompaniamencie gromkich braw, scenę zajął ponownie prowadzący Jerzy, tym razem z asystentką Natalią Hałaszkiewicz. W tej sztuczce byliśmy świadkami jak moneta w jej rękach zamienia się w obrączkę. W ten sposób czarodziej zamienił Natalię w narzeczoną. Publiczność była zszokowana, oczywiście nie w takim stopniu jak asystentka. Dziwnym trafem po prowadzącym nie było widać już cienia zestresowania. Najwyraźniej trudności organizacyjne miał już za sobą, bo pewny siebie zapowiedział ostatniego artystę.

Txema Munoz seminarium iluzjonistyczne

Uczestnicy nie pozwolili umknąć żadnemu szczegółowi z seminarium Txemy.

Był nim Arsene Lupin, czyli weteran polskiej magii, który razem ze swoim zapleczem asystentów pokazał jak się czaruje w starym stylu. Jako dziecko chłonąłem jego pokazy w telewizji. Pewnie niejeden z nas je pamięta. Zobaczyć je na scenie po takim czasie było nie lada przeżyciem. Pierwszym wrażeniem było: „jakąż piękną dykcją on włada!”. Następne w uszy uderzyły chybione próby nawiązania (pojazdem) do pokazu hipnotyzera. Ale pokaz trwał dalej i mogłem sobie uzmysłowić jak sprośne są jego niektóre numery.
Razem z nim na scenie harowała piękna asystentka™ Monika. Jestem pod wielkim wrażeniem jej prezencji scenicznej. Mam wrażenie, że gdyby nie jej gra z odrobiną zdrowego dystansu, dużo gorzej zniósłbym moment, kiedy zawaliła się scenografia, odsłaniając ciekawe szczegóły konstrukcyjne 😉 Ktoś w publiczności bardzo musiał na to liczyć, że coś pójdzie nie tak.

Bądź co bądź wyszło kilka klasycznych numerów, a w tym rozpoławiania siebie, znikania pięknej asystentki™, chowania w niemożliwej skrzyni i szybkiego przebierania. Taki był koniec gali. Wieczór przeniósł nas do restauracji o nazwie Kompania Kuflowa, gdzie przy bardzo miłej obsłudze mogłem spałaszować pyszną zawartość szwedzkiego stołu. Dzięki niecodziennej gościnności naszego kolegi Jacka mogliśmy z Basem trochę odpocząć sobie przed dniem seminariów, kiedy to umysł musi być w jak najlepszej formie (co na festiwalach jest bardzo trudne).

Co się działo na seminariach nie powiem 😉 Napiszę tylko, że widziałem fragment trików i zabaw chemicznych Justyny Stachniuk i było wesoło. Ja wyjątkowo byłem zainteresowany wykładem, o poprawnej polszczyźnie Natalii Hałaszkiewicz. Według Basa zawierał niepotrzebne, szkolne informacje i terminologię. Według mnie idealną zawartość słodkich szczeniaczków, które podobno mają tylne, a nie tylnie łapki.

Natalia Hałaszkiewicz i wykład "Magia Języka"

Natalia Hałaszkiewicz i wykład „Magia Języka”

Pozostały mi jeszcze zajęcia Txemy Munoza. Tym razem widziałem całe. M-a-s-a-k-r-y-c-z-n-a kombinatoryka i skomplikowanie pokazu oraz wielka gorliwość prowadzącego do wyjaśnienia każdego sekretu złożyły się na wesołą i wciągającą prezentację. Zauważyłem, że Txema lubi prowadzić ją w taki sposób od serca, z naciskiem na inspirujące, zagrzewające do działania słowa. Trochę mi to przypominało ciepłą kluchę z kuchni TED’a, ale odniosłem wrażenie, że właśnie tego iluzjoniści potrzebują. No i co tu duzo mowić – zakładam, ze to seminarium reprezentowało powód, żeby na taką imprezę w ogóle przyjechać. Nauczyłem się z niego tak dużo, ze niemal wiem jak wymówić imię Txemy. (?)

Gdy wracaliśmy, nasze walizki były lekkie jak piórka, a głowy ciężkie od wrażeń (senności). Pożegnanie z Łodzią nie trwało długo. Sprintem ledwo zdążyliśmy na autobus powrotny. Wygląda na to, że z festiwalem zobaczymy się znowu za rok. Oby znowu były papugi.

Kakadu Koko i Pablo kaliszewski

„Pa-pa-puga!” Pablo Kaliszewski pozuje do ostatniego z tysiąca zdjęć w ten weekend.