16 Paź, 2015 przez

RALF #10 Rurki – żonglerka i muzyka


Boomwhackers to plastikowe rurki. Nie mniej, nie więcej. Czyż nie brzmi jak świetny rekwizyt do żonglerki? Oj, brzmi i to jak! Historia zaczęła się od numeru rurkowego Petera Aberga, a potem podążyła do powstania czegoś pięknego.

Boomwhackers, bum bum rurki

Boomwhackers – dźwięczne rurki do nauki muzyki.

Peter to taki przeciętny żongler. Rockowiec, który bardzo lubi występować. Szczerze, nic szczególnie ciekawego według mnie mu nie wychodzi – za bardzo rockowy na cyrkowca i za duży nerd na rockowca. Dostaje uwagę ludzi chyba tylko dlatego, że jakoś tak zawsze pokazuje się z dobrymi żonglerami. Był jednak jeden taki wyjątkowy moment w jego karierze, który utkwił mi w pamięci.

Numer otwiera autentyczna partyrura (ha! Literówka, ale ją tak zostawię) całego numeru. Żongler rzuca na nią okiem. W rękach trzyma rurki różnej długości. Każda ma swój ton. Gdy są łapane w odpowiedniej kolejności, powstaje muzyka.
Za kolejność dźwięków odpowiada matematyka – notacja siteswap ustala w jakiej kolejności wyrzucane i łapane są rurki, tak jak zapis nutowy mówi o ciągu dźwięków w piosence. Zaczyna od 3, potem przechodzi do (4x,2)*, 423 i, 441. Dalej dzieją się różne wariacje. Peter ma taki swój zasób różnego rodzaju złapań i stuknięć – każde brzmi trochę inaczej. Mały jak na żonglera, ale wystarczający do zrobienia krótkiego programu.

Ten numer nie okazał się iskierką, która wznieca pożar, ale był pierwszym nagraniem z numerem na boomwhackerach. Potem, jak ktoś (ja) się uparł to znalazł jakiś podły filmik nastolatka w komórce, który szlifuje Panie Janie, ale prawdziwy rozwój sprawy przyszedł dopiero w tym roku za sprawą supergrupy żonglerskiej Les Objets Volants.

Zapewne preludium C-dur Bacha to dla muzyków krótki, prosty kawałek o dużej powtarzalności, ale dla żonglera to kontener rurek i matnia kombinacji. To, co robią panowie to passing, czyli podawanie rekwizytów. Normalnie robi się to stojąc w miejscu i rzucając nimi do siebie. Właściwie to Les Objets Volants nie znaczy nic innego niż latające obiekty. Tutaj jednak aż do samego finału nie zobaczymy rurek w powietrzu. Można powiedzieć, że to tylko podawanie, co nie zmienia faktu, że akcja jest cholewnie intensywna. Aż trudno zauważyć z czego się śmieje publiczność 😉

Ten pokaz  to fragment spektaklu Liaison Carbone, co chyba znaczy wiązanie węglowe. W zespole występują: Jonathan Lardillier, Olli Vuorinen, Thomas Aknine, Malte Peter oraz Jonas Beauvais. Każdy z nich jest światowej klasy żonglerem i mistrzem w swojej dziedzinie. Do tego współpracowali z Denisem Paumierem. Można, by łatwo napisać artykuł o każdym z osobna.

Kiedy pierwszy raz to zobaczyłem, uderzyła mnie punktualność w tak (pozornie?) złożonej sekwencji i czysty dźwięk rurek. Możemy tu jeszcze zobaczyć piękną grę czasem wolnym, który nie jest wykorzystywany przez wszystkich w stu procentach aż do pewnego momentu. Tempo też fajnie, muzykalnie i żonglersko płynie. Nic dziwnego, że film podbija serca muzyków, a od teraz, mam nadzieję, i żonglerów. Kto by przypuszczał, że jeden z najpiękniejszych pokazów żonglerki będzie miał tylko jeden wyrzut.

Dzisiaj tylko tyle. Za tydzień chyba zobaczymy więcej od Francuzów, bo bywają niebywali.

Miłego weekendu!

PS: Ktoś ma też taką wielką ochotę na rurki?