26 Sty, 2014 przez

Planar juggling, czy jak to nazwać?


Chciałem napisać coś o współczesnym rodzaju żonglerki, który rozwija się w formie konceptualnych występów kabaretowych. Nie znam na niego żadnego określenia, nie wiem też jak go nazwać samemu. O ile mi wiadomo zaczęło się od Jörga Müllera – alpinisty i żonglera cyrkowego (mistrz balansu!), który podwieszał dzwony rurowe na zasadzie „karuzeli”, czyli w taki sposób, że mógł je popychać w dowolne kierunki, a się nie plątały. Robił z tego pokazy, które nazywał „les tubes” oraz „mobile”.

Używał też pochodni, gdy tylko był na otwartej przestrzeni

A trzy Sztukmistrze temu była okazja zobaczyć go na żywo, razem z Les Apostrophés’ w zbitku numerów „Cabaret Désemboîté”, gdzie zamiast rurek użył bagietek.

Z braku lepszych materiałów:

W jednej recenzji znalazłem określenie „planar juggling”, które luźno opisuje o co chodzi, ale trudno mi – żonglerowi się z nim zgodzić. Wszak większość patternów w klasycznej żonglerce jest płaskich, prezentowanych w dwóch wymiarach przez symulatory.

Jako uzależniony od youtuba mam masę subskrypcji, o których zapominam i które czasem się uaktywniają. Taki np. Johan Welton – nie mam pojęcia kto, ale żongler i pracuje nad czymś podobnym z lampami. Wrzucił taką zapowiedź tego czegoś:

Pamiętam, że moją ulubioną reakcją na „mobile” była uwaga kolegi Merdiona o innowacyjnym wykorzystaniu dźwięku dzwonów. Wstępnie można powiedzieć, że w rodzącym się numerze tę rolę przejmie światło. Ale nie taka wątła poświata, jaką znamy z teatrów ognia i ich lightshowów, a gra mocnego światła i ciemności pochodzących z żarówki. Osobiście jestem zafascynowany tym pomysłem. Ciekawość mnie rozpiera, co może z tej zabawy wyniknąć.

Zadziwiająco podobną lampę parę lat temu zaczął wykorzystywać Samuli Männistö z Sirkus Supianen


Finowie sporo eksperymentują ze światłem w swoich „cyrkowych” przedstawieniach. Nadaje im to wyjątkowej atmosfery. Pomyśleć, że typowi żonglerzy w ogóle się swiatłem nie interesują dopóki nie razi ich w oczy na scenie.

Wracając do tematu, Cirque du Solei nas znowu odwiedza i mówi się o Viktorze Kee (który swoją drogą w Dralionie już nie występuje), a on, oprócz żonglowania, zajmuje się też reżyserowaniem takich numerów jak np ten:

I jak? Ja je nazywam levipiłkami. Zauważcie, że tu światło też jest w miarę istotne. W świetle dziennym na żywo widać by było szczegóły techniczne. Sporo pomaga też sceniczny nastrój i dramatyczna muzyka. Ale dla mnie najważniejszym elementem, tak samo jak w „mobile” jest scena. Żongler jest na piedestale, lub po prostu stoi, byle ponad publicznością. Ta zaś jest na tyle blisko, żeby przedmioty latały widzom nad głowami. W ten sposób można wywnioskować, że co innego jest oglądać taki numer na youtube, a co innego na nim być. W końcu Avatar nie był tak popularny ze względu na wciągającą fabułę 😉 Mocną stroną tych pokazów zdecydowanie jest magiczna atmosfera (w ostatnim przypadku wzięta dosłownie;), ale przede wszystkim wykorzystanie przestrzeni, które dla typowych żonglerów jest sporym problemem. No bo powiem wprost: widzowie z reguły nie są zainteresowani dłuższym gapieniem się na gościa, który stoi i coś tam trudnego sobie robi.

Bym zapomniał. Na koniec ostatnia innowacja, która mi tu pasuje – Maria Toryanik!™

Autor: Rhalf

Zapraszam również do dyskusji na forum w wątku: Planar juggling – Czy ktoś ma pomysł na polską nazwę?