30 Paź, 2013 przez

Konrad Modzelewski od żonglera do iluzjonisty


Konrad ModzelewskiKonrad Modzelewski jest młodym iluzjonistą. Zanim jednak stwierdził, że to całe jego życie, swoich sił próbował w żonglerce czy klaunadzie. Specjalnie dla Was tylko na Cirkus Cirkus – Konrad Modzelewski.

Zanim dojdziemy do iluzji przebrnijmy przez wszystkie etapy twojej kariery zawodowej. Na początku była żonglerka aż siedmioma piłkami. Dlaczego nie chcesz dalej występować w roli żonglera?

KONRAD MODZELEWSKI – Oczywiście po drodze do siedmiu piłek były też mniejsze ilości! 🙂 Nadal rekreacyjnie żongluję, włączam też odrobinę żonglerki do moich pokazów iluzjonistycznych. Jednak z uwagi na problemy ze stawami nie mogę obecnie tyle trenować co dawniej. Zamierzam jednak w przyszłości stworzyć program żonglerski, cały czas mam to gdzieś z tyłu głowy.

Nauczyłeś się nawet balansować maczetą postawioną na nosie. Opowiedz coś o tym?

KONRAD MODZELEWSKI – Maczetą, krzesłem, łyżką, butelką, czymkolwiek. W zasadzie doszedłem do momentu, kiedy potrafiłem utrzymać na głowie wszystko, co nie jest zbyt małe, lub zbyt ciężkie. 🙂 Balans był ściśle powiązany z żonglowaniem, choćby dlatego że mogłem wykonywać obydwie czynności jednocześnie.

Kolejnym etapem Twojej kariery był pokaz tańca ognia. Ten temat jednak również odpuściłeś. Dlaczego?

KONRAD MODZELEWSKI – Wszystkie te etapy mocno nakładały się na siebie. Jednego dnia występowałem z ogniem, następnego uczyłem kogoś żonglować, innego dnia wskakiwałem w kostium klauna…

Konrad Modzelewski IluzjaI tu wielka niespodzianka. Najpierw żonglerka, następnie taniec ognia aż doszedłeś do wniosku, że zostaniesz klaunem. Kogo rozśmieszałeś i dlaczego znudziło ciebie rozśmieszanie innych?

KONRAD MODZELEWSKI – Rozśmieszałem zarówno dzieci, jak i dorosłych, zarówno na piknikach rodzinnych, jak i na prywatnych przyjęciach urodzinowych. Było to bardzo rozwijające doświadczenie, jako klaun mogłem testować wszystkie moje umiejętności kuglarskie oraz iluzjonistyczne. Najważniejsze jednak, że nauczyłem się wtedy utrzymywać kontakt z publicznością podczas pokazu. Wcześniej skupiałem się wyłącznie na treści – czyli na trikach z różnymi przedmiotami, jako klaun zaś nauczyłem się dodawać do tego coś więcej, tak, by było to „dające rozrywkę”.

Studiowałeś informatykę i psychologię, byłeś w szkole cyrkowej i nagle postanowiłeś kilka lat ciężkiej pracy rzucić w kąt i zająć się iluzją. Nie żałujesz straconego czasu?

KONRAD MODZELEWSKI – Nie żałuję ani chwili – jakby nie było zawsze znajdowałem sporo czasu na rozwijanie moich pasji.

Iluzja pochłonęła ciebie w całości. Co w niej było pociągającego, że postanowiłeś zostawić żonglerkę, klauna czy tancerza ognia?

KONRAD MODZELEWSKI – Bardzo lubię występować, zaś jako iluzjonista mogę występować dosłownie wszędzie. Na dużej scenie, na małej, bez sceny, we wnętrzu czy w plenerze. Numery dobieram przede wszystkim ze względu na ich uniwersalność, tzn. zawsze zastanawiam się, czy będę mógł pokazać dany numer w każdych warunkach. Żongler z reguły potrzebuje wysokich pomieszczeń oraz dobrego oświetlenia, pokazy z ogniem wymagają zaś sporej przestrzeni i raczej wykonuje się je na zewnątrz. Jako iluzjonista zaś mogę się wcisnąć dosłownie wszędzie, cały mój program mieszczę w jednej niewielkiej walizeczce. 🙂

Na twojej stronie internetowej czytamy, że występujesz dla dzieci i dorosłych, dla szkół i przedszkoli, na weselach, festynach, czy imprezach firmowych. No ale żeby występować w samolocie, to tego nie umiem sobie wyobrazić. Opowiedz nam o tych podniebnych wyczynach.

KONRAD MODZELEWSKI – Na początku też nie mogłem sobie tego wyobrazić! A wyglądało to tak, gdy podczas lotu jeden serwis kanapkowo-kawowy się kończył, a drugi się jeszcze nie zaczął, wtedy był mój czas. Wyruszałem z tyłu samolotu i co kilka rzędów siedzeń zatrzymywałem się na kilkuminutowe show. Były to przede wszystkim efekty, które mieściły mi się w kieszeniach – czyli z kartami czy z kawałkiem sznurka. Często wykonywałem nawet cztery loty jednego dnia. O 4.30 meldowałem się na lotnisku, lot do Grecji, do Poznania, do Grecji i z powrotem do Warszawy na godzinkę 21.30. Praktycznie nie wysiadałem z samolotu. Było to bardzo wycieńczające, ale bardzo miło wspominam ten czas. Poznałem wielu ciekawych ludzi, no i cały czas szlifowałem swój repertuar – niektóre numery wykonywałem po kilkanaście razy jednego dnia. Poza tym, nawet dziś, po kilku latach zdarza się, że dzwoni do mnie ktoś, kto wtedy dostał ode mnie wizytówkę. 🙂

Konrad Modzelewski IluzjaTwierdzisz, że nie ważne jest to, jaką robi się sztuczkę, lecz to, w jaki sposób się ją wykonuje. W dzisiejszych czasach ludzie nie są skłonni do wiary w magię, zatem dlaczego by nie rozśmieszyć ich właśnie z jej pomocą? Czyli jednak iluzjoniści przeżywają kryzys?

KONRAD MODZELEWSKI – Żaden tam kryzys. 🙂 Myślę, że odbiór iluzji nie ma wiele wspólnego z tym, czy ludzie wierzą w magię, czy nie. Kiedyś ludzie częściej byli skłonni uwierzyć w magię i dlatego szli na przedstawienie, dziś z kolei większość wierzy, że magii nie ma, dlatego też idzie na przedstawienie, bo to jedyny sposób, by móc ją ujrzeć. 🙂

Kiedyś po występie podszedł do ciebie mały chłopak, który zapytał się czy jesteś czarodziejem. Na to ty mu odparłeś, że to tylko zależy od niego. Jak myślisz, czy takie pokazy dobrze wpływają na wyobraźnie dzieci i im nie zaszkodzą w dalszym funkcjonowaniu w świecie, w którym nie ma czary mary, hokus pokus?

KONRAD MODZELEWSKI – To jest chyba trochę tak, jak ze Świętym Mikołajem. Każdy w pewnym wieku odkrywa prawdę, skąd biorą się prezenty pod choinką. Sądzę, że tak samo jest z magią i czarami – dopóki się w nie wierzy jest okej, ale gdy przestanie się w nie wierzyć, też jest okej. Myślę więc, że skutkiem pokazu iluzji w oczach dziecka może być przede wszystkim dobry humor, albo inspiracja, by samemu spróbować poczarować. Wielu moich kolegów iluzjonistów zostało nimi właśnie dlatego, że kiedyś ujrzeli pokaz iluzji i stwierdzili, że też chcą tak potrafić. 🙂

Przejrzałem Twoją ofertę i natrafiłem na coś oryginalnego, a mianowicie występ do kotleta. Jestem ciekaw jakie jest zainteresowanie tym pokazem ze strony klientów i jak ono wygląda w rzeczywistości?

KONRAD MODZELEWSKI – Jest to taki żart z mojej strony, który ma na celu zasugerowanie klientowi, że występ iluzjonisty planujemy po posiłku, lub przed – nigdy zaś w trakcie. Nie da się zadziwić kogoś, kto patrzy raz na ciebie, a raz w swój talerz. 🙂

Czym wyróżniasz się na tle innych iluzjonistów?

KONRAD MODZELEWSKI – Jako jedyny nazywam się Konrad Modzelewski! 🙂 A tak poważnie: mimo tego, że wykonałem już ponad tysiąc pokazów jako iluzjonista wciąż uważam, że jest to dopiero początek mojej przygody. Wierzę, że kiedyś uda mi się stworzyć coś naprawdę oryginalnego. 🙂

Na koniec wróćmy do początku. Skoro byłeś żonglerem a następnie klaunem i na dodatek skończyłeś szkołę cyrkową, to z pewnością pracowałeś w cyrku?

KONRAD MODZELEWSKI – Kiedyś rozważałem taką możliwość, jednak koniec końców wybrałem pracę na zlecenie. 🙂

Fot: Konrad Modzelewski
Tekst: CirkusCirkusPoland