2 Lut, 2015 przez

Jakich iluzjonistów pamiętamy? (persony VII WSI)


piff the dragonPodobno „nie szata zdobi człowieka”. Jeżeli jesteś iluzjonistą na takie stwierdzenie możesz z całą pewnością odpowiedzieć: „Bull shit.” Więc przed kolejnym pokazem nie wzoruj się na plakatach H&M, tylko popatrz co robią profesjonaliści.

VII Warszawskie Spotkanie Iluzjonistów. Na własne życzenie widzowie stali kilka godzin stłoczeni bardziej niż sardynki w TESCO – tylko po to, by w niewygodniej pozycji obejrzeć m.in. Arymana wyciągającego kartę z odbytu, Menello w PRL-owskiej siatce na głowie i przede wszystkim Gazzo – normalnie wyglądającego mężczyznę pod krawatem. Dlaczego wymieniam akurat tych trzech i jak ostatnia świnia pomijam pozostałych, którzy dostali nie mniejsze oklaski? Bo ci trzej dopracowali swoje sceniczne ‚persony’, by były jak najbardziej skuteczne i zapamiętywalne.

Przyjrzyjmy się im bliżej:

  • Menello – wchodzi na scenę z przykurczem ramion, podaje pseudonim… i wszyscy wiemy, że niejeden monopolowy już widział. Tricki wykonuje gestami w podobnym stylu, upewniając się, że kilka pasujących detali będzie się wyróżniać (o siatce na głowie zapewne przynajmniej kilku widzów opowie przyjaciołom – i nie mówcie, że siatkę na głowie mieć musiał z przyczyn zewnętrznych, bo tą samą funkcję mógł spełnić pożyczony kapelusz albo dowolna chusta z pokazu innego magika). W skrócie: prezencja zrozumiała w kilka sekund i zapamiętywalna.
  • Aryman – Gwałtowne ruchy, szybkie chodzenie w trakcie pokazu po dużej powierzchni i przechylenie głowy – od razu domyślamy się, że coś z nim nie tak. Im dłużej mówi, tym bardziej potwierdza nasze podejrzenia, że mamy do czynienia z psychopatą. Prezencja nie tylko zapamiętywalna (bo o tym, jak wyciągnął właściwą kartę i co miał wtedy na sobie na pewno wszyscy opowiedzą znajomym), ale i skuteczna w kontrolowaniu publiczności. Niby wiemy, że to na niby, ale w trakcie jego pokazu publiczność odpowiadała znacznie potulniej, niż na innych.
  • Gazzo – Na pierwszy rzut oka – „normalny” pan w średnim wieku. Rzeczywiście, jego styl był znacznie bardziej „typowy”, ale nie dajmy się zwieść pozorom. Ostry kontrast kolorów i krawat kojarzący się ze światem korpo od razu zapowiada publiczności, czego można oczekiwać. Pokaz zaczyna od włożenia publiczności w usta kilku niepochlebnych słów do tłumacza i do końca każdym komentarzem pokazuje, że to on jest górą w tym brudnym świecie, w którym albo zjesz innych, albo zostajesz zjedzony (to dlatego dziewczynę na scenie trzeba „oswajać”, na pewno się boi). Stuprocentowo spójny styl i na pewno skuteczny. Już po kilku minutach od rozpoczęcia pokazu publiczność przestała się stawiać.

Tricki mają oczywiście ogromne znaczenie, ale często to właśnie dopracowany styl decyduje o tym, kogo zapamiętają gapie. I nie mam nic przeciwko tweedowym marynarkom i wyprasowanym bluzom z H&M, ale im bardziej wyróżniająca się prezencja, tym lepiej. Np. sceny z pokazu bezdomnego smoka przypominają mi się nawet po latach:

A wy, jakie sceniczne persony iluzjonistów wspominacie najlepiej?

Więcej o Ebola