25 Sty, 2016 przez

Jak Wrocław otworzył Europejską Stolicę Kultury 2/2


Ta niedziela zaczęła się w wyjątkowo przyjemnie. Wymarzone towarzystwo zaprowadziło mnie przez piękne miasto na trasę Przebudzenia. Tak właśnie nazwano pochód, oczekiwany przez wszystkich wielki happening na otwarcie Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu. Już konkretnie się ściemniało, kiedy znaleźliśmy naszego ducha. Duch to dokładnie metalowy szkielet na kółkach, w którym kilka osób robi coś ciekawego, ciągnięty przez swój orszak. Wokół niego grupka aktorów odgrywa swoje.  Były cztery takie, ruszające z różnych części miasta w kierunku rynku, gdzie w ramach widowiskowego finału miały zostać połączone w jedną wielką konstrukcję.
Każdy duch miał swój styl. Nasz był Duchem Odbudowy, reprezentowanym przez znajomo wyglądające, sentymentalne coś z niczego, marzenie człowieka-orkiestry, lub uchodźcy, któremu zepsuł się stary motocykl. Jakby na to nie patrzyć, nasz duch miał sympatyczną, wyrazistą osobowość z mnóstwem szczegółów do zawieszenia oka. Nie dopracowane było tylko oświetlenie, które kończyło się na pierwszym piętrze, przez co nie było widać co tam robią postaci wspinające się na górę.

DSC00423

Wcześniej wyobrażałem sobie, że to będzie parada, ale teraz widzę różnicę między nią a pochodem. Orszak ducha nie był wcale taki duży. Wystarczyła minuta, żeby widzieć już tylko jego zaplecze techniczne. Trzeba było iść razem z nim i czekać, aż się stanie coś ciekawego. I tu się pojawił problem. Zainteresowanie było ogromne i tłum gapiów nie był zdecydowany czy chce stać, czy podążać, a jeśli to drugie, to w jakim tempie — a to było zabójcze. Właściwie to nie był pochód, tylko podtrucht. Stroje aktorów były ładne, a przestrzeń pełna w intrygującą grę aktorską i różne scenki, ale nie sposób było tego w ogóle dostrzec, starając się dotrzymać tempa i nie wpaść na kogoś.
I ta różnica skali… Duch nie był wcale taki wielki, a frekwencja wręcz przeciwnie — ogromna. Kilku szczęśliwców z aparatami mogło sobie wyjść przed szeregi, ale część widzów zawróciła do domu po krótkim rozeznaniu. Na szczęście spektakl w pewnym momencie się zatrzymał. Nareszcie! Masa rowerzystów przejechała paradnie, a płochliwe towarzystwo ducha ograło to jako przeszkodę na ich trasie. Takich problemów po drodze rozwiązywało potem więcej.

DSC00127

Gdzieś w połowie na drodze stanął nam pokaz ogniowy zrzeszonych kuglarzy z Wrocławia i okolic, występujących pod roboczą nazwą Europejska Stolica Kevlaru. Spektakl w stylu demoniczno-rekreacyjnym (Tak wyobrażam sobie rekreację w konwencji ducha odbudowy) jak wcześniej, spotkał się ze sporym zainteresowaniem wśród niewątpliwie najbardziej zmasowanej widowni na całej trasie pochodu. Trudno powiedzieć mi jak im poszło, bo tłum gęsty, a jak dotarłem na miejsce, to nie byłem pewien przez chwilę czy skrzyżowanie jest właściwie nasze, czy nie. Skądś przybłąkał się samochód, po drugiej stronie zobaczyłem tramwaj. Taka niepewność towarzyszyła już do końca pochodu, bo organizatorzy nie potrafili jakoś konkretnie rozwiązać problemu ruchu ulicznego i przechodniów. Brakowało ludzi, barierek, nie wiem, czegokolwiek, co by pomogło w zapanowaniu nad sytuacją.

DSC00615

 

Atmosfera nie sprzyjała. Okazało się, że tramwaj jest częścią spektaklu, ale na tym etapie spotykane, wystylizowane tramwaje z wymalowaną załogą wydawały się bardziej niedorzeczne niż urokliwe. Myślę, że szkoda, bo wyglądały na kawał roboty. Kiedy niecierpliwa załoga dotarła z nami do rynku, rozglądałem się za koksownikiem, bo po drodze zmarzłem. Nie ma, to trudno, czekam na finał. Czekam…

DSC00914

Po godzinie się poddałem, żeby się zagrzać w knajpie ze znajomymi. Podziwiam za cierpliwość tych, którzy zostali, ale nie zazdroszczę. Zastanawiało mnie, po co się tak śpieszyliśmy, skoro tyle było potem czekania. Gdzieś po drodze wysiadł prąd na połowie rynku i ludzie umawiali się pod stoiskiem z mieczami świetlnymi. Finał rozegrał się, gdy piliśmy pierwsze piwko. Podobno fajny, co można było wywnioskować też po tym, że kolejne osoby wchodziły do baru z pierzem we włosach. Mnie to jednak już nie obchodziło.

DSC00949

Myślę, ze mimo wszystko zapamiętam tę imprezę nie przez klapę organizacyjną, ale po tych szczegółach, które udało mi się wyłapać podczas pochodu.  Ładne kostiumy, wciągające postaci. Nasz duch był chyba najlepszy. Mam rację? 🙂