27 Wrz, 2016 przez

Jak na weekend, to do Gdyni!


Zakończenie sezonu wakacyjnego ma jedną zaletę, a mianowicie Gdyński Weekend Kuglarski, który już niemal tradycyjnie wieńczy letnie festiwalowanie. Udało mi się być obecnym na wszystkich edycjach GWK poza zeszłoroczną i przyjechałem tam mając już pewne oczekiwania. Przede wszystkim festiwal ten od zawsze kojarzy mi się z pewną sielankową, niemal rodzinną atmosferą, która niespotykana jest zazwyczaj przy tak dużej ilości uczestników (w tym roku było to ok. 200 osób). W tym roku również się nie zawiodłem. Organizatorzy bardzo dobrze rozumieją, czego oczekują od nich uczestnicy i starają się te oczekiwania spełnić, dając czas na rozmowy i wymienienie się wrażeniami z mijającego sezonu. W ciągu dnia nie było zbyt dużo wydarzeń, a zaplanowane afterparty okazało się sukcesem. Zacznijmy jednak od początku.

_dsc9090

Na konwent przybyłem z samego rana w piątek, kiedy sala świeciła jeszcze pustkami. Na ten dzień zaplanowane były głównie warsztaty. Niektóre zaczynały się może zbyt wcześnie, ponieważ początkowo chętnych było stosunkowo niewielu, jednak z każdą godziną to się zmieniało. Wielkim plusem organizacji był fakt, że warsztaty dotyczyły niemal każdej z typowych dziedzin kuglarstwa, włącznie z modelowaniem balonów, czy akrobatyką powietrzną. Właśnie, akrobatyka powietrzna. Jak na konwent tej wielkości duże wrażenie robiła przestrzeń zajmowana przez koła, chusty i trapez. Były one odpowiednio rozmieszczone, a ilość podwieszonych sprzętów umożliwiała sprawne prowadzanie zajęć. Dla wszystkich, którzy nie mają możliwości regularnych ćwiczeń akrobatycznych, było to wielką zaletą! Przez wszystkie dni były organizowane dwa bloki zajęć, jeden dla początkujących i drugi dla zaawansowanych. Gwarantowało to większą różnorodność warsztatów, ale jednocześnie uniemożliwiało obecność na wszystkich interesujących zajęciach, gdyż niektóre z nich się pokrywały. Warto też wspomnieć o warsztatach z tańca i ruchu prowadzonych przez Milenę Marczykowską, które są rzadko spotykane, a bardzo potrzebne w cyrkowym środowisku.

_dsc9661W piątek, po zakończeniu warsztatów, na sali odbył się Open Stage. Nie będę omawiał każdego występu, chcę jednak zwrócić uwagę, że uczestnicy bardzo różnie podchodzili do samej idei otwartej sceny. Niektórzy starali się pokazać swoje umiejętności i prezentowali przygotowane układy, niektórzy pokazywali tricki które wypracowali tego dnia na sali, a inni występowali z nietypowymi cyrkowymi rekwizytami, starając się rozśmieszyć publiczność. Wydaje mi się, że taki pluralizm jest dobry, w końcu oto chodzi w otwartej scenie! Ja się dobrze bawiłem i czułem tę sielankowość o której pisałem na początku. Po Open Stage’u odbyły się igraszki z ogniem, czyli właściwie open stage dla osób kręcących ogniem. Pomimo początkowego braku chętnych osób również ten element festiwalu się udał. Występujący prezentowali bardzo zróżnicowany poziom, czasami wychodząc ze sprzętem którego nie trenują regularnie. Osobiście cieszyłem się też, że igraszki nie trwały zbyt długo. Skończyły się zanim zaczęły nudzić, a to wydaje się częstą bolączką tego typu atrakcji. Hala była zamykana na noc i już w trakcie igraszek trzeba było zabrać potrzebne rzeczy z sali treningowej. Wszyscy uczestnicy spali w szkole, która była niedaleko hali, co było całkiem wygodne.

Sobotni dzień wyglądał podobnie do poprzedniego. Było dużo warsztatów, również tych wcześniej niezaplanowanych. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony ilością samoistnie tworzących się grupek, w których ludzie wymieniali się wiedzą i umiejętnościami. Najważniejszym punktem sobotniego programu GWK była jednak gala. Została ona przygotowana bardzo profesjonalnie, wybrane miejsce, pomimo tego, że znajdowało się w dużej odległości od sali treningowej, świetnie nadawało się na tego typu widowisko (przynajmniej ze strony widza). Wstęp na galę był otwarty, więc zjawiło się dużo mieszkańców miasta. Cieszę się, że tego typu wydarzenia są propagowane wśród lokalnej społeczności, szczególnie, że słyszałem okrzyki zachwytu dzieci, które niedługo mogą stać się częścią nowego pokolenia kuglarzy. Niestety, słabą stroną gali był prowadzący, który wydawał się mało profesjonalny przekręcając czytane z kartki nazwy i nazwiska. W całym wydarzeniu chodzi jednak o występy, a te były bardzo zróżnicowane, artyści prezentowali podejście zarówno bardziej klasyczne, jak i bardziej nowocyrkowe. Pomimo tego, że wszystkie pokazy były na wysokim poziomie, chciałbym wyróżnić dwa, które najbardziej mi się _dsc9968podobały.

Marta Mądry zaprezentowała swój nowy układ na 3 hula hoop, podchodząc w mało popularny sposób do  tego sprzętu, a mianowicie skupiając się na toczeniach po scenie. Występ był bardzo dopracowany zarówno pod względem rozkładu napięcia, jak i estetyki. Utrzymany raczej w poważnym stylu, bez fabuły, bardzo mocno zapadł mi w pamięć. Drugim pokazem o którym chciałbym napisać jest numer z drabiną w wykonaniu Krzysztofa Kostery i asystującej mu Magdy Kisiały. Był to numer dużo bardziej klasycznie cyrkowy w rewelacyjnym wykonaniu. Cały występ był wykonany bardzo pewnie i robił ogromne wrażenie zarówno na tych, którzy są trochę zaznajomieni z tego rodzaju sprzętem, jak i na tych zupełnie początkujących.

_dsc0388

Po gali odbyło się oficjalne afterparty w klubie Desdemona. Uczestnicy konwentu dostali zniżkę w barze, a samo miejsce wydawało się dobrze dopasowane do takiej zabawy. Noce festiwalowe nigdy nie powinny jednak być opisywane publicznie. Dość będzie jeżeli powiem, że przez nieudolność dj’a uczestnicy zaczęli żałować, że nie przyjechał Kamil Balmas, a do łask powróciło pewne słynne hasło (Cyrik, Ty.. wiesz o co chodzi).


Ostatniego dnia GWK
przeprowadzone zostały tylko jedne warsztaty, a po nich odbyły się igrzyska kuglarskie. Warto wspomnieć, że Fight Night wygrał Michał Kozak, dzięki czemu znalazł się on na 10 miejscu w rankingu fightnightcombat.com w 2016 roku, zajmując najwyższą lokatę wśród polskich żonglerów. Igrzyska były prowadzone w luźnej atmosferze i w niedzielę stanowiły świetny sposób relaksu po tych wszystkich warsztatach oraz intensywnej nocy. Uważam, że organizatorzy Gdyńskiego Weekendu Kuglarskiego stanęli na wysokości zadania i stworzyli świetny konwent, który będziemy mogli wspominać do rozpoczęcia następnego sezonu, albo… … zimowej Ostródy! Bardzo mi się też podoba, że na GWK przyjeżdża wiele młodych grup, których nie widuje się nigdzie indziej. To świetna okazja by tworzyć nowe znajomości i podtrzymać już te istniejące. Dziękuję!

Więcej o Adam Opara