15 Cze, 2020 przez

Dobre rady Żółtoksiężnika


Bartosz Gembski, to uznany w świecie animacyjnym ekspert, kreator własnych pomysłów, twórca pierwszego w Polce talk show animacyjnego pt. „Zanimowani”, szkoleniowiec, konferansjer, magik, komik i przede wszystkim – animator czasu wolnego. Swój sukces zawdzięcza dużemu doświadczeniu i kreatywności. Jego znakiem rozpoznawczym jest żółty frak i … tajna broń animatora czyli uśmiech, gdyż – jak twierdzi –  „jeśli chcesz rozpalić w kimś iskrę – sam musisz płonąć jak pochodnia”. 

Gdy ubiera żółty frak i czarny cylinder – staje się Panem Buźką. To Jego alter ego, które dojrzewało z upływem lat i z czasem przybrało kolor żółty i świetnie się w nim czuje. Po kilkunastu latach praktyki postanowił podzielić się swym bogatym doświadczeniem. Mili Państwo – oto podręcznik uniwersalny dla wszystkich, którzy organizują wydarzenia czy też animują, dla osób o każdym stopniu zaawansowania. A zatem zaczynamy: „Muzyka, mikrofon, akcja! Czyli jak prowadzić muzyczno-taneczne imprezy dla dzieci”. 

Warto troszkę odbiec od treści książki i przyjrzeć się słowu: „Animator”. Poza podstawowymi określeniami, z definicji jest to inicjator pobudzający określone działania. A(ni)mator, to także miłośnik, pasjonat dziedziny, która jest w polu jego zainteresowań. Źródła wymieniają przynajmniej kilkadziesiąt określeń animatora, z czego najbardziej adekwatnymi są: innowator, poruszyciel, pomysłodawca, projektodawca, guru, pionier, prekursor, autor, działacz, artysta, aranżer, aktywizator, kreator, krzewiciel, mistrz, pobudzacz, popularyzator, siła twórcza, realizator, kaowiec. 

Dopiero zestaw tych słów ukazuje bogactwo dziedziny, a jej rozwój z biegiem lat sprawił, że lista oczekiwań względem animatorów wydaje się nie mieć końca. Na szczęście przyszedł Pan Buźka, wziął sprawy w swoje ręce i tę animacyjną rzeczywistość uporządkował pokazując i udowadniając, że można zbudować super event bazując na jego podstawowych komponentach: muzyce, mikrofonie i…akcji!. A następnie drobiazgowo opisuje jak to zrobić dobrze tak, by nikt nie napisał potem na nas w toalecie „Głupi kaowiec”!

Dlaczego więcej znaczy mniej 

Animacja, to nic innego, jak zbieranie bagażu doświadczeń i budowanie kompetencji. Gromadzimy wiedzę, praktykujemy, podpatrujemy innych przy pracy, edukujemy, rozwijamy, inspirujemy się także od tych, którzy są antyprzykładem po to, by „wykroić” sobie w tej bogatej i wielowątkowej dziedzinie swój własny „kawałek podłogi” i tworzyć swój produkt. W tym wszystkim warto postawić na samodzielność. Pan Buźka bardzo rzetelnie pokazuje nam ten proces, w którym kluczowym momentem staje się…zbudowanie postaci. Jeśli umiem i wiem więcej – wycinam z tego „esencję”, która ujawnia się, gdy tylko staję na scenie i biorę mikrofon do ręki. 

Dlaczego mniej znaczy więcej czyli zwycięstwo patyka

Ważniejsza od wiedzy jest wyobraźnia, a fragmentem, który najmocniej utkwił mi w pamięci to pewien eksperyment, w którym dano dzieciom różnego rodzaju zabawki i nieograniczony do nich dostęp. Najszybciej na popularności traciły te, których przeznaczenie było jednoznaczne, a konkurs wygrał…patyk! Dlaczego? Może ktoś się domyśla?

Wyobraźnia, to też kreatywność, ale i doświadczenie, które przychodzi z czasem. Uczymy się żyć pozbywając się niepotrzebnych gadżetów, odgracamy mieszania z „kurzołapów”, czyścimy szafki z atomowych zapasów. Nie bójmy się dzieciom zaproponować…mniej! Nagromadzenie gadżetów powoduje często chaos, frustrację i rozproszenie, a praktyka pokazuje, że na imprezach większych, niż prywatna uroczystość, nie jesteśmy w stanie wykorzystać ich efektywnie. Umiejętność selektywnego zarządzania zasobami i własnym wydatkiem energetycznym jest jedną z kluczowych przy udanej realizacji. Książka podaje rozwiązania „na tacy”: gdy mamy mniej – jak pisze Bartosz – „najlepszą atrakcją jesteś TY”!

Dlaczego mniej-więcej, to za mało

Półśrodki czy pół wiedzy, to nie cała wiedza. Tej nigdy nie posiądziemy ograniczając się do czytania i brania udziału w warsztatach. Certyfikat czy zaświadczenie nikogo nie czyni animatorem. Owszem, daje pewną bazę. To dużo, ale to stanowczo za mało. Dobry animator, to osoba z doświadczeniem, która potrafi obronić swój produkt i nie da się wsadzić na przysłowiową minę. Dobry animator, to człowiek samosterowny, którego nie zgubią nieprzewidziane okoliczności.

Strategia „mniej-więcej” jest bardzo powszechnie stosowana także przez organizatorów i agencje zwłaszcza w sezonie letnim. Przyświeca jej chyba hasło „klient i tak się nie zna”. Efekty? Wymalowane maszkarony na twarzach dzieci lub animacje bez energii i polotu, które zamiast zadowolić – zniechęcają. Ale któż nie uczył się na błędach! Ważne, aby w porę wyciągać z nich odpowiednie wnioski!

Dlatego książka Bartosza Gembskiego, to nie tylko poradnik dla animatorów, ale także lektura obowiązkowa dla zleceniodawców i zleceniobiorców: dobrze poprowadzona animacja wiąże się ze świadomym wyborem wykonawcy i zrozumieniem intencji ze strony zamawiającego. Warto, aby obydwie strony rozmawiały podobnym językiem, by nie trzeba było nieustannie wyważać otwartych drzwi.

Cenną lekcję z lektury autorstw Bartosza Gembskiego może zaczerpnąć każdy: i ten, kto szuka pomysłu na siebie i ten, kto chce zorganizować ciekawy event, a także ten, komu brakuje pomysłów na urozmaicenie imprezy. Zarówno początkujący jak i bardziej zaawansowani animatorzy dostają kompendium wiedzy na temat wyboru i rodzajów sprzętu muzycznego, programów pomocnych w obróbce dźwięku, czy rozliczenia notacji tanecznych. Kto czytał, ten widział z pewnością „przepis” na prosty układ taneczny. I jak? Okazuje się, że nie tylko śpiewać każdy może, ale i tańczyć! W książce roi się od złotych myśli. Nie jestem w stanie wypisać ich wszystkich, są prawie na każdej stronie ponad 200 stronicowej lektury, którą pochłania się jednym tchem. 

Bartosz Gembski „Muzyka, mikrofon, akcja! Czyli jak prowadzić muzyczno-taneczne imprezy dla dzieci”, Wydawnictwo A NIECH TO!

tekst/foto: Agnieszka „binia” Bińczycka