25 Wrz, 2020 przez

Czas Odmieńców


To już kolejna cyrkowa realizacja Michała Walczaka. Do historii przeszedł słynny Cirque de Bordel, a także kilka produkcji teatralno-cyrkowych pod wspólną nazwą Warszawski Cyrk Magii i Ściemy: od festiwali, przez projekty, aż do spektakli, które ze sztuki cyrkowej potrafią wyczytać i przekazać widzowi coś ważnego. Fascynujący jest już sam proces poszukiwawczy: Walczak odważnie zapuszcza się w meandry historii cyrku wyciągając z niej  ciekawe wątki. Mam wrażenie, że ciągnie za sobą cały gabinet osobliwości, na to nakłada pomysłową fabułę lub plecie androny na hip-hopową nutę. Do tego nie boi się tego podskórnego cyrkowego brudu, którego nie zakrywa żadną politurą, nie ugładza fikuśnym strojem, a raczej odważnie „przywala” widzowi z grubej rury. A że moja niepokorna natura lubi konfrontację z mrocznym alter ego cyrku – wchodzę w to!

Zarówno tytuł „Człowiek-lew” jak i dekoracje retro jak z przełomu wieków sugerują, że zaraz znajdziemy się na przedstawieniu w lunaparku, gdzie atrakcją będzie cały gabinet dziwolągów, szarlatanów, ściemniaczy, magików spod Mławy, złodziejaszków, wykolejeńców i oldboyów. Tymczasem dostajemy mocny, społeczny performance, gdzie człowiek-lew, Łowca Klaunów i Klaunica Szmira jako przykłady figury „innego” stają się wielogłosem wykluczonych artystów, zepchniętych w niebyt przez pandemię. Dobrze jest widzieć, jak aktorka swobodnie rozgościła się w cyrkowej roli. Nie dość, że figura klauna zyskuje płeć, to Szmira przede wszystkim jest narratorką, bajarką, opowiadaczką historii. Wracamy tym samym do dobrych, międzywojennych praktyk, gdy klaun na arenie gęsto używał słowa, wykonując kuplety własnego autorstwa, które niczym współczesne show stand-uperów były dowcipnym lub dosadnym komentarzem do rzeczywistości.

Tu nie jest nam do śmiechu. Szmira z przekąsem rozprawia się ze stereotypem, który ciąży na figurze klauna, co często czyni z niego przebierańca, któremu odbiera się siłę i jakość, spychając do roli „zabawiacza”. To bardzo wymowny i nobilitujący dla postaci klauna element spektaklu. Łowca klaunów wygląda jak postać z Mad Maxa. Rola dyrektora cyrku, naganiacza, freaka, apodyktycznego władcy swej artystycznej przestrzeni przyciąga, a jednocześnie odpycha. Łowca flirtuje z publicznością, jest groźny i uwodzicielski, robi show zanim…zaprosi widzów na show☺Jest jak Anthony Quinn w roli cyrkowca Zampano z filmu „La Strada”: władczy, nie znoszący sprzeciwu. Wymagający, zaborczy, ale…potrafi zrezygnować z walki o uczucie po to, by lepiej wybrzmiał morał tej historii.

Bardzo długo czekamy na człowieka-lwa. W końcu kupiliśmy bilety, by doznać wstrząsu; chcemy oglądać odmieńca, dziwaka, dotknąć jego kosmatej twarzy, bezkarnie gapić się na dzikusa, śmiać się do rozpuku z jego nieporadności czy też zachwycić się ukrytym talentem. Popis tresury człowieka-lwa przełamany jest jego pieśnią rozpaczy. Inspirowany postacią Stefana Bibrowskiego (spod Grójca), którego po stwierdzeniu rzadkiej choroby (hipertrichoza) rodzice sprzedali do cyrku, gdzie zrobił wielką karierę. Widzów ujmował kontrast między dzikim wyglądem, a niebywałą klasą i inteligencją: Bibrowski płynnie władał kilkoma językami, był błyskotliwy, oczytany, elokwentny i zdecydowanie wolał dobrą książkę od dzikich harców. Cyrk bywa dla freaków łaskawy; jest matecznikiem różnego rodzaju ludzi o niebywałych zdolnościach czy nienormatywnym wyglądzie. Ale jako niewygodny, niepopularny i kontrowersyjny, pomimo swoich wielkich wartości artystycznych, zepchnięty jest z panteonu sztuki na margines, „zamknięty w klatce” jak człowiek-lew.

Romantyczne marzenie, aby uciec z cyrkiem w świat dla niektórych bohaterów przeradza się na konieczność ucieczki z cyrku, który staje się miejscem opresji, chcąc zagospodarować ludzi zgodnie z ich naturalnymi zasobami.

Ale czy rzeczywiście chodzi tylko o cyrk? Kto tak naprawdę jest zakładnikiem w klatce? Czy artyści pozbawieni własnego głosu czy ludzie ogłuszeni terrorem pandemicznego strachu? Kto jest większym odmieńcem? Co świadczy o naszej dziwności? I komu służy przestrzeń sztuki, gdy nie ma w niej artystów ani publiczności?

Przekaz spektaklu jest tak czytelny, że przykręciłabym nieco decybele mocy, gdyż zbyt mocny, siłowy sposób grania czasem więcej zabiera, niż daje, zwłaszcza, gdy należy zmienić temperaturę emocji, by wygrać relacje damsko-męskie, których nie da się wiarygodnie stworzyć grając „na siebie”.

Spektakl „Człowiek lew” ma podwójną moc manifestu: jest głosem mówiącym w imieniu tych, którzy potrzebują silnej reprezentacji gotowej wykrzyczeć systemowe słabości uderzające w artystów, z drugiej strony jest dla widza lustrem, w którym bez strachu stajemy twarzą w twarz ze swoim wewnętrznym dziwakiem. I to jest dobre!

tekst/foto: Agnieszka „binia” Bińczycka

Warszawski Cyrk Magii i Ściemy „Człowiek lew”

scenariusz, reżyseria: Michał Walczak

kostiumy: Ewa Woźniak

teksty piosenek: Hanna Klepacka, Michał Walczak

muzyka: Hanna Klepacka

Występują: Antoni Borodziuk, Maciej Czarski, Hanna Klepacka

czerwona grafika „Incydent Polski” to znak rozpoznawczy tegorocznej edycji Carnaval Sztukmistrzów. Identyfikacja wizualna: Ewe Kruszewska

agabinia

Więcej o agabinia

Aktorka cyrkowa, animatorka kultury. piszę o sztuce cyrkowej, bo lubię:)