5 Lut, 2015 przez

Co kuglarze robią w barze?


Napiszę coś o życiu. A konkretnie o takim nocnym. Mając styczność z cyrkiem chociażby oglądając filmiki w sieci, przeglądając tę stronę, albo nawet chodząc na spektakle variete można mieć taką romantyczną wizję, że każdy kuglarz cały dzień trenuje, żeby wieczorem dać z siebie wszystko w pełni blasku i chwały na scenie. Ja w każdym razie taką miałem. Niektórzy faktycznie tak działają ale ja na przykład nie, bo dowiedziałem się że potrzeba do tego czegoś zwanego poświęceniem. Właściwie to większość z nas zachowuje swoje umiejętności na nieco inne okazje.
Do rzeczy. Wyobraź sobie, że jesteś na festiwalu cyrkowym. Na pewno nie przeoczysz wielkiego przedstawienia – Gali. Typowy konwent ma właśnie galę, czyli taki zbiór pokazów, gdzie profesjonalni artyści pracują na oklaski. Zrobią coś, co wprawi cię w łał, rozhaha a może nawet uroni wspomnienie. Pokaz galowy potrafi być przeżyciem, ale o dziwo nie jest ostatnim numerem który możesz zobaczyć tej nocy. Jest nim renegade, czyli takie miejsce, gdzie na przykład wspomniani performerzy chodzą się rozerwać po pracy.

Renegade to coś jakby efekt kuglarzy rozładowujących emocje w kreatywny sposób.  Wygląda to na przykład tak:

Zasady są proste:
1. Pokaż coś. Jak się spodoba, to dostaniesz piwo.
2. Jak nie wyjdzie, to ściągasz ciucha i próbujesz dalej.
To spontaniczne spotkanie utalentowanych artystów i takich mniej, którzy po prostu chcą się publicznie rozebrać.
Teraz jeśliby o tym pomyśleć, im lepiej komuś idzie, tym więcej zgarnie piw. Ta formuła ma taki rezultat, że człowiek czasami nie dowierza, myśli sobie: „Jak to możliwe, że on/ona robi TO w TYM stanie?!”. Warto dodać, że wśród kuglarzy zdarzają się tacy, co stoją na rękach, gdy na nogach już nie mogą.

Ale festiwale zdarzają się tylko te kilka razy w roku, a przecież gdzieś trzeba uwolnić swoją kuglarską stronę. Bar jest dobrym miejscem. Zwłaszcza przedziały dla palących, jak mówił mi kiedyś mój mistrz. Jeśli umiesz żonglować ale nie wymieniłeś tego nigdy za picie w knajpie, to moim zdaniem marnujesz co Ci Bozia dała. Dobry żongler włada sztuką oczarowywania widza, a takie miejsca są najlepszym polem do ćwiczeń.

Moim ulubionym przykładem jak bawią się żonglerzy jest takie zjawisko. Najłatwiej będzie je wyjaśnić za pomocą prostego szkicu:

guillaume-martinetTrik polega na tym, żeby szczelnie połączyć słomki i oczywiście nieco balansować. Jest pospolitym zjawiskiem gdy widuję swoich ziomków, zwłaszcza w towarzystwie Marcina, który chwali się, że potrafi włożyć słomkę do szklanki, którą ma już na głowie.

Ogólnie jeśli zdarzy Ci się spotkać żonglera w barze, to spodziewaj się różnych dziwnych popisów, czegoś w stylu rzucania rzutkami za pomocą nóg. Podobnie jest z żonglerką słowną. Tak zwana ZAbawa wywodzi się ze starych tradycji wznoszenia toastów. Normalny człowiek pije za zdrowie państwa młodych, za imieniny Ani, za szczęście, za bramą i za pomyślność. Kuglarze lubią  gromko wznieść toast za znacznie więcej, na przykład zaliczenie, zabobony, zapalenie ucha środkowego, czy za każde podobne słowo, które przypadkowo pojawi się w rozmowie. Pamiętam, że poznałem ZAbawę, przez kumpla Oscara, który pił nawet zasilacz, zasłony i zaiste.

To by było na tyle. Myślę czy o czymś nie zapomniałem (ZApomniałem). Ktoś wie jak jeszcze bawią się kuglarze?