Walentynki z kuglarzem rzadko zaczynają się od dramatu, chociaż wielu spodziewa się od razu ognia, cekinów i akrobatyki między stolikami. W praktyce jest znacznie ciszej, a przy tym dużo ciekawiej. To raczej spotkanie dwóch światów, które próbują sprawdzić, czy mogą funkcjonować obok siebie bez instrukcji obsługi.
Najpierw pojawia się rozmowa, a dopiero potem wyobrażenia
– „Czym się zajmujesz?”
– „Kuglarstwem.”
Normalna osoba nie reaguje ucieczką, ponieważ dorosłe życie nauczyło ją, że ludzie robią naprawdę różne rzeczy. Zamiast tego pojawia się pytanie pomocnicze:
– „Czy to jest praca, czy pasja?”
Kuglarz na chwilę się zawiesza, bo odpowiedź brzmi „tak”.
Przygotowania wyglądają zwyczajnie, ale tylko na pierwszy rzut oka
Z jednej strony nie ma kostiumu ani makijażu scenicznego, z drugiej jednak wybór ubrań trwa podejrzanie długo. Nie chodzi bowiem o styl, lecz o komfort. Skoro randka ma trwać kilka godzin, to ubranie musi pozwalać siedzieć, chodzić i istnieć bez ciągłego poprawiania.
To nie ekscentryzm. To logistyka.
Sama randka przebiega spokojnie… aż za spokojnie
Rozmowa płynie. Tematy się zmieniają. Jest śmiech, ale też chwile ciszy, które nie są niezręczne. Kuglarz nie wyciąga rekwizytów, ponieważ nie wszystko musi być pokazem. Normalna osoba zaczyna się więc zastanawiać, czy to na pewno ta sama osoba, która „pracuje ruchem”.
Jednocześnie kuglarz myśli, że brak potrzeby popisywania się to całkiem dobry znak.
Prawdziwy test pojawia się dopiero później
Nie przy deserze i nie przy rachunku, lecz wtedy, gdy rozmowa schodzi na codzienność.
– „A co robisz po pracy?”
– „Zazwyczaj trenuję.”
Nie pada żart. Nie ma autoironii. Jest szczerość, bo to moment, w którym udawanie nie ma sensu. Jeśli druga osoba uzna, że to „za dużo”, to lepiej wiedzieć to teraz niż za miesiąc.
Normalność zaczyna się redefiniować
Z czasem okazuje się, że kuglarz nie jest oderwany od rzeczywistości. On po prostu ma coś, co wymaga regularności, skupienia i cierpliwości. Tak samo jak bieganie, siłownia czy dłubanie w ceramice do późna w nocy.
Różnica polega na tym, że zamiast „idę poćwiczyć”, mówi „idę potrenować”. I tyle.
Zamiast wielkiego finału jest ma_ATTACHMENT – zwykłe zdanie
Nie ma spektakularnego zakończenia.
Nie pojawia się wzniosła puenta.
Pada za to coś znacznie ważniejszego:
– „Może kiedyś pokażesz mi, jak to wygląda od środka?”
Kuglarz nie słyszy w tym ciekawskiej sensacji. Słyszy akceptację. A to w walentynkowy wieczór znaczy więcej niż największy pokaz.
Podsumowując, randka jest jak dobre flow
Nie musi być efektowna.
Nie musi nikogo przekonywać.
Wystarczy, że działa. Bo jeśli obie strony czują się swobodnie, to reszta może przyjść z czasem. A miłość, podobnie jak ruch, najlepiej rozwija się wtedy, gdy nikt jej nie popycha.
Więcej o Sara Zalewska
Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat



