Święta kojarzą się ze spokojem i ciepłem, ale dla kuglarzy grudzień ma zupełnie inny charakter. Miesiąc wchodzi z impetem, a wraz z nim dziesiątki wydarzeń, które pojawiają się szybciej niż zdążysz znaleźć czapkę Mikołaja. Zamiast ciszy — tempo. Zamiast odpoczynku — ciągłe przemieszczanie się między kolejnymi scenami.
Dlaczego grudzień to osobny sport ekstremalny
W tym czasie każdy nagle pragnie „świątecznej magii”. Firmy zgłaszają się po animacje, ponieważ chcą uatrakcyjnić swoje eventy. Galerie handlowe poszukują atrakcji, które zatrzymają klientów choć na chwilę. Z kolei szkoły organizują przedstawienia, w których anioły, elfy i inne postacie konkurują o uwagę rodziców.
Do tego dochodzi rodzina. Pytają, czy „nie zrobisz czegoś symbolicznie dla dzieci”, jakby taka prośba nie była kolejnym mini-eventem w kalendarzu. W rezultacie grafik kuglarza zaczyna przypominać układankę, w której każda wolna minuta ma już właściciela. Rano pokaz ognia, po południu animacja LED, a wieczorem — rola Mikołaja, czasem w stroju o bardzo osobliwym charakterze.
Gdzie tu przerwa?
Chwile odpoczynku oczywiście się zdarzają, lecz najczęściej mają miejsce w samochodzie. Przerwa na światłach, kilka minut na parkingu, szybkie przegryzienie kanapki, która nadal żyje wspomnieniem dnia, w którym była świeża. Kawa zwykle stygnie zanim zdążysz ją dopić, a nawigacja nieustannie sugeruje, że jesteś spóźniony — nawet wtedy, gdy jesteś punktualnie.
Publiczność często zakłada, że taki maraton trwa jedynie w jeden szczególny weekend grudnia. Kuglarze wiedzą jednak, że cały miesiąc funkcjonuje jak ten weekend — tylko że bez przerwy. Tłumaczenie tego komukolwiek nie ma większego sensu, dlatego najczęściej ogranicza się to do uprzejmego uśmiechu.
Mimo wszystko — jest w tym coś pięknego
Zmęczenie rośnie, brokat zostaje absolutnie wszędzie, a stroje potrafią zaskoczyć bardziej niż niejedna świąteczna niespodzianka. Kalendarz żyje własnym życiem, a doba uparcie nie chce się wydłużyć. Mimo tych trudności pojawia się jednak coś, co sprawia, że kuglarze nadal kochają ten okres.
Dzieci reagują entuzjazmem nawet wtedy, gdy pokaz nie jest idealny. Dorośli chętnie nagrywają filmiki, chociaż później często do nich nie wracają. Wszyscy jednak chcą poczuć odrobinę magii, a właśnie to kuglarze potrafią dać. Dzięki temu nawet najcięższe dni nabierają sensu.
Po wszystkim — cisza, której się nie zapomina
Kiedy ostatni pokaz zostaje zagrany, pojawia się wyjątkowy moment. W końcu możesz usiąść, odetchnąć i niczego nie przyspieszać. Sprzęt czeka tam, gdzie go zostawiłeś, nikt nie dzwoni i nie pisze, a telefon pierwszy raz od tygodni wydaje się naprawdę cichy.
W tej chwili pojawia się wdzięczność — za uśmiechy, reakcje i wszystkie małe „wow”, które padły przez cały miesiąc. A chwilę później rodzi się myśl, która powraca każdego roku: może w kolejnym sezonie uda się zrobić to wszystko z większym spokojem.
I niezależnie od tego, czy to prawda, czy miłe złudzenie, jedno jest pewne — grudzień, ze swoim chaosem i blaskiem, pozostaje jednym z najpiękniejszych okresów w kuglarskim kalendarzu.
Więcej o Sara Zalewska
Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat



