Prima Aprilis w środowisku kuglarskim – dzień, w którym nawet fizyka daje się nabrać

Opublikowano:

Jest coś przewrotnie pasującego w tym, że Prima Aprilis przypada na moment, gdy kuglarze wracają do treningów w plenerze. Bo właśnie wtedy najczęściej okazuje się, że to, co pamiętaliśmy z zimy… było lekko optymistyczne.

W głowie wszystko działa. Cascade stabilny. 5 piłek „już prawie”. Nowa sekwencja „praktycznie gotowa”.

A potem wychodzisz na pierwszy trening i orientujesz się, że jedyną stabilną rzeczą jest to, jak często coś spada.

I trochę trudno powiedzieć, czy to żart, czy po prostu rzeczywistość.

Najlepszy primaaprilisowy dowcip? Pamięć mięśniowa

Każdy kuglarz zna ten moment, gdy po przerwie bierze sprzęt do ręki i myśli:
„Przecież ja to umiałem.”

I to jest prawda. Umiałeś. Dalej umiesz. Tylko Twoje ręce postanowiły najpierw sprawdzić, czy na pewno jesteś tego taki pewien.

Pierwsze 5 minut to często negocjacje z własną koordynacją. Wszystko wraca, ale nie od razu. Najpierw chaos, potem rytm, potem znowu przyjemność.

I może właśnie to jest najbardziej uczciwa wersja Prima Aprilis – kiedy Twoje własne ciało robi Ci mały reality check.

Kuglarstwo samo w sobie jest trochę primaaprilisowe

Bo jeśli się nad tym zastanowić, to cała ta pasja jest trochę absurdalna. Spędzasz setki godzin, żeby nauczyć się robić rzeczy, które z zewnątrz wyglądają jak kompletnie niepotrzebne utrudnianie sobie życia.

Można coś po prostu podać z ręki do ręki. Ale nie. Lepiej podrzucić. Najlepiej kilka rzeczy naraz.

I co najciekawsze – im trudniej, tym większa satysfakcja.

Z zewnątrz może to wyglądać jak żart. Ale każdy, kto trenował dłużej niż miesiąc wie, że to bardzo poważna zabawa.

Dzień dobry moment na dystans

Prima Aprilis dobrze pasuje do mentalności kuglarskiej z jednego powodu. Uczy dystansu. Do siebie, błędów. Do progresu.

Bo nie da się trenować bez wpadek. Nie da się rozwijać bez momentów, kiedy coś nie działa. Nie da się być perfekcyjnym, jeśli nie akceptujesz chaosu po drodze.

Dlatego dobry kuglarz zwykle nie panikuje, gdy coś spadnie. Raczej się uśmiechnie. Spróbuje jeszcze raz. Albo uzna, że dziś to właśnie taki dzień.

Może największy żart jest gdzie indziej

Może prawdziwy primaaprilisowy żart polega na tym, że zaczynasz „tylko spróbować”, a kilka lat później masz ulubione rekwizyty, swoje triki, swoje nawyki treningowe i znajomych rozsianych po całej scenie kuglarskiej.

Miał być eksperyment. Został styl życia.

I jeśli to jest żart… to chyba całkiem udany.

Więcej o Sara Zalewska

Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat

Podobne wpisy

Leave a Reply

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Sara Zalewska
Sara Zalewska
Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat