Walentynki znów wracają. Internet zalewają serca, pary w dopasowanych kostiumach i hasła o „magii bycia razem”. Tymczasem Ty stoisz na placu, sali albo w treningówce, sam na sam z rekwizytem. I wiesz co? To też jest okej. A nawet więcej – to jest bardzo kuglarskie.
Ten tekst jest dla tych, którzy nie mają pary na Walentynki, ale mają progres. Dla solistów, solówek i wszystkich, którzy zamiast kolacji przy świecach wybierają kolejny trick.
🎪 Scena nie pyta o status związku
Na scenie nie ma „singli” ani „par”. Jest tylko:
- timing,
- koncentracja,
- kontakt z publicznością.
I właśnie dlatego solo performerzy często błyszczą najmocniej. Nie musisz się zgrywać, czekać, kompromisować ani tłumaczyć. Każdy błąd jest Twój, ale każdy sukces też.
🔥 Antywalentynki = pełna wolność
Gdy występujesz solo:
- trenujesz, kiedy chcesz,
- zmieniasz set, kiedy chcesz,
- jedziesz na pokaz, gdzie chcesz.
Nie musisz uzgadniać muzyki, klimatu ani kostiumu. Co więcej, możesz w jednej chwili być romantyczny, a w drugiej totalnie mroczny. Antywalentynki to brak schematów, a to w kuglarstwie ogromna zaleta.
🤹 Rekwizyt jako jedyna „druga połówka”
Bądźmy szczerzy – ilu z nas miało moment, gdy:
- nowy rekwizyt był ważniejszy niż randka,
- trening trwał dłużej niż rozmowa na Messengerze,
- progres dawał więcej satysfakcji niż „miłe wieczory”.
To nie brak uczuć. To pasja, która czasem zajmuje całe miejsce. I choć brzmi to antyromantycznie, dla wielu kuglarzy jest absolutnie naturalne.
🖤 Samotność? Nie – skupienie
Bycie singlem na scenie nie oznacza bycia samotnym. Wręcz przeciwnie:
- lepiej słyszysz publiczność,
- bardziej czujesz rytm,
- szybciej reagujesz.
Solo show wymaga odwagi, bo nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności. Jednak właśnie dlatego buduje charakter i sceniczną pewność siebie.
💥 Walentynki bez serduszek – i dobrze
Nie każdy musi grać romantyczne scenki. Nie każdy chce różowego światła i „miłosnych” żartów. Antywalentynkowy performer:
- wybiera intensywność zamiast słodyczy,
- szczerość zamiast schematów,
- ogień, rytm albo technikę zamiast historii o miłości.
I publiczność to czuje.
Jeśli w te Walentynki:
- trenujesz zamiast świętować,
- występujesz solo zamiast w duecie,
- wybierasz progres zamiast kolacji,
to nie znaczy, że coś tracisz. Po prostu grasz własną wersję tej historii.
Bo czasem największą relacją jest ta między Tobą a sceną.
Więcej o Sara Zalewska
Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat



