To musiało się kiedyś stać. Dwa światy, które od wieków orbitowały wokół siebie: świat iluzjonisty, który udaje, że oszukuje, i świat wróżbity, który oszukuje, że nie udaje. Spotkali się pewnego dnia na targach ezoteryczno-artystycznych w Koziej Wólce. I jak to zwykle bywa, kiedy magia zderza się z marketingiem – zaczęły się dziać rzeczy dziwne.
Pierwszy kontakt: „Czy mogę przewidzieć, jak znikniesz?”
Iluzjonista wszedł na stoisko wróżbity z talią kart w dłoni.
– Proszę wybrać kartę – powiedział z uśmiechem.
– A po co? – spytał wróżbita. – Ja już wiem, jaką wybiorę.
I wtedy właśnie nastąpiło coś w rodzaju zwarcia w matrixie. Iluzjonista próbował kontrolować przypadek, a wróżbita przypadkiem kontrolował wszystko. Dwie siły natury – jedna oparta na technice, druga na absurdzie.
Iluzjonista wiedział, jak coś się stanie.
Wróżbita wiedział, że się stanie.
A publiczność nie wiedziała, dlaczego w ogóle za to zapłaciła.
Iluzjonista kontra wróżbita – pojedynek o prawdę
Iluzjonista z dumą prezentował sztuczkę: z pustego kapelusza wyjął gołębia.
Wróżbita skinął głową i powiedział:
– Wiedziałem, że to zrobisz. Gołąb symbolizuje twoje wewnętrzne zwątpienie w realność iluzji.
Publiczność była zachwycona. Nie sztuczką – interpretacją.
Bo oto po raz pierwszy ktoś nadał sens czemuś, co z założenia nie miało sensu.
Iluzjonista się wkurzył.
– Przecież to tylko trik! – powiedział.
– Wszystko w życiu to trik – odpowiedział wróżbita, poprawiając turkusowy szal z napisem „Energia Wszechświata”.
Wróżbita, czyli iluzjonista bez wyrzutów sumienia
Trzeba to powiedzieć jasno: wróżbita to po prostu iluzjonista, który nie widzi potrzeby tłumaczenia sztuczek.
On też używa rekwizytów, tylko zamiast talii kart ma talerzyk z kadzidłem i spojrzenie, które mówi: „Wiem coś, czego ty nie wiesz, ale za 200 zł mogę ci powiedzieć.”
Iluzjonista przynajmniej przyznaje, że to gra.
Wróżbita – że to życie.
Różnica polega na tym, że iluzjonista po pokazie chowa swoje rekwizyty.
Wróżbita zostawia swoje na półce, dodaje hasztag #intuicja i wrzuca na Instagram.
Kiedy magia staje się zawodem, a zawód magią
Wróżbita marzy, by jego klienci wierzyli w każde słowo.
Iluzjonista marzy, by choć przez chwilę uwierzyli, że nie wiedzą, jak to działa.
Obaj chcą tego samego – chwili zawieszenia logiki.
Ale jest zasadnicza różnica:
- Iluzjonista kupuje dym i lustra w hurtowni sceniczej.
- Wróżbita – w sklepie ezoterycznym.
- Iluzjonista robi próbę generalną.
- Wróżbita medytuje.
- Iluzjonista ma plan B.
- Wróżbita ma… interpretację, dlaczego plan A nie wyszedł.
Wielki finał: kto kogo przechytrzył?
Na koniec iluzjonista postanowił zrobić swój najtrudniejszy numer: sprawić, by wróżbita przyznał się, że nie wie wszystkiego.
Zniknął z jego pola widzenia. Dosłownie – wszedł za kulisy.
Wróżbita zamknął oczy, uniósł ręce i powiedział:
– Czuję… że gdzieś tu jesteś.
Nie trafił.
Publiczność biła brawo, ale nikt nie wiedział, komu.
Wróżbita twierdził, że przewidział brawa.
Iluzjonista, że je zaplanował.
A wszyscy pozostali – że to był najlepszy pokaz absurdalnej filozofii od czasów, gdy filozofowie przestali się podpalać, żeby coś udowodnić.
Epilog: moralne zgliszcza
Po występie obaj poszli na herbatę z imbirem.
– Wiesz, my chyba robimy to samo – powiedział iluzjonista.
– Tak, tylko ja mam mniej sprzętu, a więcej wiary – odpowiedział wróżbita.
– I więcej pieniędzy – dodał po chwili magik.
Obaj milczeli przez moment, wpatrzeni w parującą filiżankę.
A potem, zupełnie równocześnie, powiedzieli:
– Widzisz? Znowu to zrobiłem. Wiedziałem, że to powiesz.
Bo na końcu okazuje się, że różnica między iluzją a wróżbą jest czysto praktyczna.
Iluzjonista oszukuje, żebyś się uśmiechnął.
Wróżbita oszukuje, żebyś zapłacił.
Ale tak naprawdę obaj robią to samo – sprzedają marzenie, że ktoś nad tym światem ma kontrolę.
Choćby tylko przez chwilę.
Najlepiej do momentu, aż zgasną światła i zostanie tylko dym, kadzidło i rachunek za seans.
Psst
A ty już masz swoją kulę do wróżenia?
Więcej o Sara Zalewska
Studentka dziennikarstwa, komunikacji społecznej i medioznawstwa, związana z kuglarstwem od prawie sześciu lat



