Archiwa tagu: hulajdusza

Hula-hoop dla dzieci. Od niemowlaka do…

Czy zastanawialiście się, jaki moment jest właściwy, by podsunąć dzieciom hula-hoop? Kiedy najlepiej zacząć? Ostatnio przyszło mi do głowy takie pytanie: czy można w ogóle taki start w hulanie zaplanować. Bo w mojej rodzinie, w której znajduje się jeden czterolatek i jedna trzynastomiesięczna panienka, hula-hoop jest ogólnie dostępne – można brać, kiedy się chce, i starzy nie krzyczą 😉 Nigdy nie robiłam synowi specjalnego wprowadzenia do tematu („no, to teraz trzymaj, patrz i hulaj”). Ale ponieważ powszechnie znaną prawdą jest fakt, że dzieci uwielbiają naśladować to, co robią dorośli – gdy w zasięgu wzroku znajdzie się mama z hula-hoop, młodzież niechybnie zapragnie spróbować.

Mój synek swoich kilka pierwszych okrążeń w talii zrobił mając kilkanaście miesięcy, trochę więcej niż roczek. Mama wprawiała obręcz w ruch wokół syna, a on śmiał się do rozpuku. Mam w swoich zasobach kółko dziecięce, ok 50 cm średnicy, wściekle różowe, które z czasem Wiktor nazwał swoim kółkiem. Odłączyło się ono od maminej kolekcji i wylądowało pomiędzy dziecięcymi zabawkami, Wiktor ma więc do niego dostęp, kiedy zapragnie. Sięga po nie od czasu do czasu i wymyśla własne zabawy z hula-hoop, wśród których, wierzcie lub nie, kręcenie w talii jest na ostatnim miejscu. Bo hula-hoop leżące na podłodze to okręg, w który można wskakiwać. Można robić „tricki”, które podpowiada dziecięca wyobraźnia (np. podnieść hula-hoop w powietrze i już jest fajnie!). Mój synek w pierwszych latach życia bez problemu wymyślał sobie autorskie zabawy z hula-hoop. Stąd wysnułam wniosek, że na hula dla dziecka nigdy nie jest za wcześnie 🙂 bo dzieciaki zrobią z niego użytek i będą się świetnie przy tym bawić – ekonomicznie (5-6 zł za sztukę w zabawkowym, w tym wypadku polypro i LED nie są potrzebne), stosunkowo bezpiecznie – mówimy tu o dziecięcych, lekkich plastikowych kółkach o średnicy 50-60 cm. To zabawka bezpieczna dla dziecka, ale lepiej uważać z porcelanową zastawą w zasięgu hula 🙂

Moje dziewczę zainteresowało się kółkiem na etapie zabaw na brzuszku i pełzania – czyli około szóstego miesiąca. Leżenie w hula-hoop, próby jego podnoszenia czy kręcenia – to fajna alternatywa dla maty edukacyjnej czy innych pluszaków/grzechotek. Dodatkowo wypełnienie hula ziarenkami, wydającymi dźwięki – to, co zawsze mnie strasznie irytowało w moim kółku z zabawkowego – stało się dodatkowym bonusem, maluchy to lubią 🙂 Z doświadczenia moich dzieci – warto zabawki wymieniać na inne, gdy się znudzą, i im prostsza zabawka, tym lepsza – zatem co jakiś czas swego niemowlaka „wrzucałam” w hula. Działało! Oczywiście przez ileś minut, czasem więcej, a czasem mniej, a potem wymiana – mata albo łóżeczko, spacer lub karmienie, w zależności od pory dnia, nastroju, sil witalnych, etc 🙂

Podpatrzyłam gdzieś kiedyś na fejsie, że pewnej kreatywnej mamie obręcz posłużyła do wykonania wielkogabarytowej zabawki sensorycznej. Zdjęcia były piękne i sama chciałam skorzystać z tego pomysłu, ale… dzieci tak szybko rosną, że nie zdążyłam. A ponieważ u nas sam plastik spełniał zadanie, to mi zabrakło motywacji 😉 A Wy próbowałyście?

Żeby zilustrować, o czym mówię, zajrzałam na Pinterest i okazało się, że w internecie jest już dużo tutoriali na „sensory ring” (albo „sensory hoop”).

Foto: Sarah Schiffman / Tutorial: Creating Really Awesome Fun Things
Foto: kleinliebchen / Tutorial: Mum’s Grapevine

Sama pominęłabym włóczkę przy takim projekcie, bo wydaje mi się, że maluch mógłby wydłubać z niej luźne nitki i połknąć. W każdym razie dziecka i tak nie powinno się spuszczać z oka w trakcie takiej zabawy, bo nawet kilkumiesięczne oseski mogą okazać się bardziej pomysłowe, niż się nam wydaje 🙂

W następnym odcinku będzie kilka słów więcej o przedszkolakach. Do usłyszenia!

 
Source: HULAJDUSZA!

Jeszcze więcej o hula-hoop na HULAJDUSZA!!

Flow

W poprzednim wpisie opublikowałam swój mały projekt hula-hoopowy, mój macierzyński manifest 🙂 Przegapiliście? Nic straconego. Zajrzyjcie tutaj (klik!). A w tym piszącym się właśnie wpisie chciałabym podzielić się z Wami opowieścią z back stage’a. Równie domową, jak cała produkcja 🙂

W trakcie prac nad filmem przydarzyła mi się wspaniała rzecz, dla niej samej warto było trochę pokombinować nad tym projektem, znaleźć czas i energię. Był to moment. Taka chwila, kiedy nie planowałam nic nagrywać, ale chciałam wykorzystać drzemkę mojej córeczki. Włączyłam muzykę, spontanicznie złapałam swoje hula-hoop. I nagle poczułam, że muszę to nagrać teraz, natychmiast. Włączyłam aparat, i nawet swojej kuchni nie dosprzątałam na błysk, bo bałam się, że mi ta chwila ucieknie.

I zatańczyłam ten moment, zatańczyło się samo, tak jak chciałam.

A kiedy wypuściłam z rąk obręcz, i kiedy skończyła się piosenka, wcisnęłam przycisk „stop” i uświadomiłam sobie, że na tym właśnie polega f l o w.

Jakie jest Wasze doświadczenie z tym magicznym nieuchwytnym, które ciężko mi nawet po polsku nazwać? 🙂 Często Was odwiedza? Spływa na Was, opętuje? Kiedy ruchy stają się miękkie, tricki płynnie przechodzą jeden w drugi, płynie się razem z muzyką, uwalniając tłumy endorfin.

Bo ja, szczerze mówiąc, nie doświadczyłam wcześniej takiego prawdziwego flow, przez tyle lat hulania! Zaczęłam się zastanawiać, z czego to wynika.

  1. skupiałam się na precyzyjnym wykonywaniu tricków. A że często nie wychodziło perfekcyjnie, to się wkurzałam. Irytacja nie sprzyja flow.
  2. brakowało mi cierpliwości, żeby obmyślać przejścia pomiędzy figurami z hula. Więc często wychodziło niezręcznie – i chwila minęła, stracone.
  3. nie ćwiczyłam figur w konkretnych blokach, które dają taką „bazę” pod flow. Bo dobrze mieć w pamięci mięśniowej jakąś sekwencję ruchu na rozbieg – a potem już kręci się samo 🙂
  4. nie chciało mi się sięgać po aparat i nagrywać, bo sądziłam, że nie warto. A jednak nagrywanie mobilizuje, żeby się bardziej postarać, obnaża błędy, pomaga zapamiętać fragmenty choreografii.

Uwaga opisana w punkcie trzecim to moje osobiste odczucie, bo może wiele i wielu z Was takiego rozbiegu nie potrzebuje. Ale może przygotowanie sobie takiego krótkiego „składaka” komuś pomoże, żeby się wczuć i całkowicie odpłynąć. Bo potem choreografia nie ma już znaczenia, dalszy ciąg kręci się sam!

Na początek polecam składaki nieskomplikowane, kilka prostych ruchów, żeby uniknąć spięcia i stresu, że nie wyjdzie. I nie ma nic złego w tym, by się zainspirować. Ja przygotowując swój filmik sięgnęłam do nagrań Deanne Love – serii 5 lekcji „Grow with the flow”. To takie proste, krótkie choreografie do pracy nad flow. Ale oczywiście takich inspiracji jest więcej – nie tylko na kanale Deanne, ale ogólnie w internecie.

Ciekawi mnie, czy wprawne oko hulahoopisty dostrzeże mój osobisty moment flow w moim filmie? 🙂 Trwa tylko kilka sekund, bo oczywiście musiałam pociąć i pokombinować, ale to była cała sekwencja, która „kleiła się” i ku mojej radości się nie posypała na jednym niezręcznym ruchu 🙂

Miłego czerwcowego kręcenia!

 
Source: HULAJDUSZA!

Jeszcze więcej o hula-hoop na HULAJDUSZA!!

Hulajdusza 6 lat pozniej. Mama, hula-hooperka i blogerka

W listopadzie 2018 roku minęło 6 lat, odkąd postanowiłam założyć blog. Maj 2019 nie stanowi więc jakoś specjalnie okrągłej rocznicy, ale zebrało mi się na podsumowania i bilanse. Przyszła do mnie ni stąd ni zowąd potrzeba nadawania nowych sensów swojej pisaninie. Czy iść dalej tą drogą, a jeśli nie, to którą właściwie? Ten wpis miał początkowo nazywać się „Manifest dojrzałej hula-hooperki, matki i blogerki”, ale kiedy tak sobie przeleżał w poczekalni prawie trzy miesiące, to totalnie zeszło z niego powietrze 🙂 Zamiast manifestować cokolwiek, zapragnęłam po prostu powiedzieć: No, cześć! Co u Was słychać?

Sześć lat, i ile się zmieniło w tym czasie! I nie tylko to, że hula-hoop wyszło z cienia, trafiając w ręce wspaniałych ludzi, którzy rozwijają się i rozkwitają. Ile filmów się nakręciło, ile nowych stron, ilu nowych instruktorów, kursów, ile fajnych kółek można kupić w sklepach w P o l s c e – a 6 lat temu ich nie było, cytując klasyka: nie było niczego. I że dziś to poziom mamy taki, że czapki z głów same spadają. No i też ja się zmieniłam, moje otoczenie, plany. 

W 2012 roku (wtedy już jakieś 2 lata sobie byłam kręciłam), przyszło mi do głowy, że będę pisać blog, bo należy promować hula-hoop i ludziom czytającym w języku polskim dać garść przydatnych informacji, co zrobić z takim hobby. Miałam wtedy tyyle energii, żeby szukać tych sal pod treningi, sklepów, warsztatów (tylko że ich w Polsce nie było, a jedyny w swoim rodzaju festiwal FROG w Gdyni otworzył mi nową przegródkę w mózgu i pokazał, że można. A teraz już nie ma tego festiwalu). Miałam ambicje, by wyszukiwać najciekawsze ciekawostki pod słońcem, najpiękniejsze filmy. Śledziłam wtedy bacznie Hooping.org, które skrupulatnie wyławiało każdy kadr z hula-hoop z sieci. Ba, nawet o nas napisali 🙂 Teraz już nie działa Hooping.org. Nie ma Hoopcity, gdzie na forum kiedyś Babz Robinson napisała, że jedzie w podróż do Europy. I była w Gdańsku, tak po prostu – teraz trudno mi w to uwierzyć, ale nocowała w małym mieszkanku na Jaśkowej, które wtedy wynajmowaliśmy.

Kiedy zaczynałam tu pisać, miałam 29 lat i chciałam być jak Vivian Spiral, Babz Robinson i Lisa Lottie 🙂

W 2015 roku zostałam mamą. Przez te 4 lata hula-hoop wciąż krąży w orbicie moich zainteresowań i nadal jest moją ulubioną aktywnością. Ale już nie jest na pierwszym planie, bo rodzina, bo praca, bo pies, bo sprzątanie, bo zakupy, bo obiad. Bo do lekarza, bo spotkać się z przyjaciółką, bo spać. I ciągle sobie mówię, że wrócę do regularnych treningów i regularnego pisania, i wciąż kończy się na pojedynczych zrywach.

A ja ogromnie lubię ten mój blog i chcę tu dalej być. Hulajdusza wiele zmieniła w moim życiu. Jestem raczej introwertyczką, więc wyjście z pisaniem do ludzi, to był pewien akt odwagi. Moja pasja stała się publiczna, stała się moim znakiem rozpoznawczym. Wciąż nim jest, zawsze gdy spotykam kogoś znajomego po długim czasie, pada pytanie: a kręcisz jeszcze hula-hoop? Usłyszałam z powodu tego bloga wiele miłych słów, poznałam nowych ludzi, niektórym mogłam pomóc. Odkryłam, że mam fankę 🙂 Mogłam realizować się w pisaniu, bo oprócz hulania, bardzo lubię pisać. A to pisanie mnie ogromnie motywuje do kręcenia.

I tym sposobem dotarłam do miejsca: i co z tym dalej? Bo jednak chciałabym dać temu pisaniu jakiś kierunek, chciałabym, żeby dokądś zmierzało.

Kiedy moje sześć lat blogowania minęło (…jak jeden dzień ;)) odniosłam wrażenie, że w hula-społeczności jestem już trochę dinozaurem, tak jakby odrobinę zawyżam średnią 🙂 Cóż, jestem w końcu mamą. Mamą z hula-hoop! Co nie znaczy, że chciałabym zmienić tę stronę w blog parentingowy (chociaż o dzieciach w nim będzie, tu i ówdzie). Może trochę bardziej lajflstajlowy? W końcu hula-hoop było i jest nadal w pewnym sensie moim stylem życia 🙂 Hulajdusza.eu mogłaby być blogiem o tym, jak to jest być hooperem dzieciatym i po trzydziestce (…piątce). Trochę bardziej o codzienności, domu. Bo trochę mniej mi się już chce tych ciekawostek z wielkiego świata szukać po internetach…

Zaczęłam od przeprojektowania strony (odrobinę) i zmiany logo, bo to pierwsze już pięć lat temu mi się znudziło, ale nigdy nie miałam do tego głowy 🙂 Przyznaję bez bicia, że czerpię z bezpłatnych gotowców, bo na grafika z prawdziwego zdarzenia mnie nie stać – Hulajdusza zawsze była projektem niekomercyjnym. I mam nadzieję, że wybaczycie, że jeden z fontów sypnął się nieco, pracujemy nad tym 🙂

I oto jest, przewietrzona strona, dużo słów w nowym poście, mocne postanowienie, że będę pisać raz w tygodniu, nawet jeśli publikować będę rzadziej. Chciałabym jeszcze robić więcej filmów, bo składanie je w miłą dla oka całość to moja nowo odkryta pasja. Czy tak się stanie – czas pokaże.

Na dobry początek będzie film. Impulsem do jego powstania był konkurs o inspiracjach i pasjach, ale mój film odpadł w przedbiegach, chyba okazał się niewystarczająco ambitny, albo niezbyt artystyczny 🙂 Mam nadzieję, że mimo to będzie czytelny dla drogich mi hulahooperów. To opowieść o macierzyństwie, chwilach wykradzionych na wewnętrzny rozwój, taki mój love-the-process. Z uśmiechem dla wielbicieli LED-ów, dużych psów, bałtyckich plaż, stylowych kafelków w kuchni 😉 O radości z prostych rzeczy. Układ jest banalny, a inspiracją i punktem wyjścia dla niego były nagrania Deanne Love. A skoro Rachael Lust może tańczyć w kuchni, to mogę i ja. Zwłaszcza gdy zima za oknem 🙂 (a wtedy, gdy kręciłam, to była).

O filmie jeszcze słówko napiszę niebawem. Tymczasem – kurtyna!

Witajcie w mojej bajce. I… koła w ruch!

 
Source: HULAJDUSZA!

Jeszcze więcej o hula-hoop na HULAJDUSZA!!

Hula-hoop sto lat temu (i więcej), czyli toczenie koła

Inspiracje do hula-hoopowej pisaniny biorą się czasem z całkowicie niepowiązanych z tematem obrazków z życia. Tak było i tym razem. Wieczorem, 12 listopada 2018 roku hula-hoopy sennie kurzyły się w kącie, a ja postanowiłam zobaczyć film dokumentalny Niepodległość. W jego powstanie zaangażowane było studio Grupa Smacznego, dla którego pracuję. Obejrzałam. Film polecam wszystkim, to pokolorowane ujęcia archiwalne z ciekawą narracją o odzyskiwaniu niepodległości przez Polskę po zakończeniu I wojny światowej. Większość tych materiałów filmowych po raz pierwszy ujrzała światło dzienne, wydobyte z wielu archiwów różnych krajów, a poprawiali je cyfrowo i przywracali im kolor moi znakomici koledzy i koleżanki. Dla mnie najbardziej fascynujące w tym filmie były sceny przedstawiające życie codzienne w Polsce sto lat temu. Sceny na targu, na łące, na ulicy. I właśnie około 21 minuty „Niepodległości”, we fragmencie mówiącym o Spiszu, Orawie i Śląsku, na ekranie pojawiają się chłopcy toczący hula-hoopy! Zabawne, że właśnie w filmie na stulecie odzyskania niepodległości, drewniane obręcze zagrały swój skromny epizod. Przypomniałam sobie o nim dzień później i postanowiłam zgłębić temat tejże rozrywki dla młodzieży. Młodzieży, która jeszcze nie znała tricków i nawet nie śniła o tutorialach z youtuba, ba, nawet na biodrach nie kręciła! A jednak kółka były obecne jako zabawka – wymagająca pewnych umiejętności (a może tylko sprytu i wyczucia fizyki) i dająca dużo frajdy, do tego łatwo było ją zrobić prawie bezkosztowo (niezmiernie istotne w powojennych trudnych czasach). Wykorzystywano więc stare felgi rowerowe czy obręcze beczek, a toczono je za pomocą kija, pręta lub pogrzebacza.

No i temat wciągnął mnie po uszy 🙂 dłubię w nim już drugi miesiąc, w tych krótkich chwilach na blogowanie, wykradzionych z codziennego życia…

Oczywiście – toczenie koła liczy sobie dużo więcej niż sto lat.

Tę zabawę znali starożytni w Afryce i Ameryce, grano w toczenie także w Chinach i Japonii przed nastaniem naszej ery. W antycznej Grecji popularne ćwiczenia z toczącym się kołem były rekomendowane na wzmocnienie zdrowia przez samego Hipokratesa! W mitologii toczące się kółko-zabawka było atrybutem młodego Dionizosa. Rzymianie, jako że przejęli od Greków wszystko, co przejąć się dało, wdrożyli u siebie także toczenie koła. Innowacją było u nich wprowadzenie specjalnego kijka w kształcie klucza, metalowego, z drewnianą rączką, a także zastąpienie ciężkich greckich kółek (z brązu, metalu lub miedzi) lżejszą konstrukcją. Toczenie obręczy stało się częścią treningu militarnego – przez toczące się koła rzymscy wojownicy ciskali włócznie albo kije.

W Europie toczenie koła na pewno znane było w XV wieku. Rozrywka ta przetoczyła się (taki suchar) przez kolejne stulecia. Podobno w XIX wieku hoop rolling był popularną zabawą 12-letnich chłopców (co zresztą potwierdza fragment filmu „Niepodległość”). Niektóre dzieci doczepiały sobie do kółek małe kawałki blachy, które wydawały dźwięki podczas kręcenia. Obowiązkowe były wyścigi w toczeniu koła. Dorośli przewracali oczami i nakazywali ostrożność, bo obręcze, zwłaszcza te metalowe, mogły wybić szyby w oknach, skaleczyć w stopy przechodniów lub uderzyć w przejeżdżające konie (auć!). Kto wie, ile takich incydentów rzeczywiście miało miejsce, skoro w Anglii w latach 40-stych XIX wieku próbowano wprowadzić zakaz tejże zabawy, oskarżając kręcących o lekkomyślność  🙂 Podobno policja skonfiskowała nawet część hula-hoopów, żeby „powstrzymać tę plagę wśród młodzieży” (źródła podam na końcu). Ostatecznie jednak taki zakaz nie został oficjalnie przyjęty, i kółka nadal toczyły się po ulicach.

Udało się jednak zniechęcić do toczenia hula-hoopów absolwentów Cambridge – około 1816 roku pojawił się statut zabraniający magistrom toczenia obręczy i zabawy szklanymi kulkami. No przecież to nie wypada! 😉

Na szczęście nie wszyscy w toczących się kołach widzieli tylko zło 🙂 W XIX wieku hoop rolling pojawił się, obok skakanek i hantli, w programie W-F-u (albo odpowiednika tegoż) dla brytyjskich dziewczynek.

Na bazie hoop rolling powstały inne gry i ich dalsze wariacje. Jedną z nich jest przetoczenie koła pomiędzy dwoma kamieniami w taki sposób, by nie dotknąć żadnego („toll”). Inną – ustawianie na trasie biegnącego z kołem bramek z różnych obiektów, kamieni czy cegieł, przy czym po każdym zaliczeniu trasy otwór, w którym trzeba się zmieścić, staje się coraz węższy („turnpike”). Toczono także „bitwy obręczy” pomiędzy dwoma grupami graczy. Grupy przeciwników wybiegały naprzeciw siebie, by strącić jak największą ilość „wrogich” kółek. I jeszcze „hoop hunt” – należało puścić kręcące się hula-hoopy z górki, tak by same odkulały się na jak największą odległość. Wygrywał oczywiście ten gracz, którego koło poturlało się najdalej.

A dziś? Wydawać by się mogło, że kiedy odkryto kręcenie w talii, toczenie kółka po ziemi odeszło w niepamięć. Ale jest kilka wyjątków – ciekawostek. Jedną z nich jest tradycyjne, coroczne toczenie koła przez absolwentów żeńskiego Wellesley College, w amerykańskim stanie Massachusetts. Wieść niesie, że hoop rolling w Wellesley zadebiutowało w rękach młodzieży około 1895 roku, prawdopodobnie jako atrakcja na święto 1 Maja. Toczono sobie obręcze tak po prostu, bez rywalizacji. Do 1917 roku wykształciła się forma wyścigu hula-hoopów, w którym biorą udział dziewczyny z najstarszych klas przed zakończeniem szkoły, do tego w tradycyjnych togach. Każdego roku biegną ćwierć mili przez miasteczko, tocząc przed sobą specjalne szerokie, drewniane obręcze. Ich wysiłki obserwuje tłum kibiców, często młodszych sióstr rywalizujących dziewczyn. Niektóre juniorki w noc poprzedzającą wydarzenie nawet śpią pod namiotami na trasie wyścigu, by zdobyć najlepsze miejsca!

Jaka nagroda czeka zwyciężczynię wyścigu? Tradycyjne wrzucanie do jeziora Waban 🙂 To kolejna tradycja związana z hoop rolling w Wellesey. Któregoś roku chłopak z Harvardu przebrał się za absolwentkę Wellesley i wygrał wyścig – jednak oszustwo wyszło na jaw, a oburzeni studenci wrzucili go do jeziora. Z bardziej przyjemnych – na zwyciężczynię czekają kwiaty, jedyny w swoim rodzaju prestiż oraz szczególne proroctwo, którego treść zmieniała się przez dziesięciolecia 🙂 W pierwszych latach mówiło się, że jako pierwsza wyjdzie za  mąż. W latach 80-tych popularne stało się przekonanie, że laureatka będzie pierwszą kobietą w danym roczniku, która obroni doktorat. Albo zostanie prezeską zarządu. Wreszcie zwyciężyło przekonanie, że zrealizuje swoje własne, prywatne życiowe marzenie. Ot, taka nagroda 🙂

Co ciekawe, najbardziej zapaleni „kulacze” koła, trenują na poważnie, na długo przed samym wyścigiem, niezależnie od pogody. Tak przynajmniej było w przypadku Alexa Poon’a, który wygrał w 2014. Zwycięstwo o wyjątkowym znaczeniu, bo Alex był pierwszą transseksualną osobą w historii Wellesey College, która wygrała zawody. W 2015 roku oficjalnie zaktualizowano regulamin szkoły, tak by pozwalał osobom transseksualnym ubiegać się o miejsce. I to wszystko w towarzystwie toczących się kółek.

 

Toczenie koła wydaje się tak intuicyjne i spontaniczne, że tutorial raczej nie będzie potrzebny.

Postanowiłam jednak powygłupiać się ze swoim hula-hoopem, żeby poczuć to na własnej skórze 🙂

Efekty możecie zobaczyć w filmie poniżej.

Mogę Was zapewnić, że ubaw jest przedni. Trzeba sobie znaleźć proste podłoże i złapać harmonię pomiędzy w miarę wyprostowaną postawą, kółkiem trzymającym się w płaszczyźnie pionowej. Dpasować tempo własnego truchtu do pędu obręczy. Generalnie wchodzi to bardziej intuicyjnie w ruchu niż w słowie pisanym 🙂 Obserwując swoje poczynania nagrane kamerą nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że łatwiej byłoby z większym kółkiem – teraz dosyć mocno uginam nogi. Ta pozycja wydawała mi się bardziej fotogeniczna niż garbienie. Cóż, da się 🙂

Słowiem usprawiedliwienia: film składany w pośpiechu, nagrany w 5 minut, w towarzystwie niemowlęcia, gdzieś w listopadzie. Mnie bawi 😉

Kiedy więc znudzi wam się kręcenie w talii, poza ciałem, flow i taniec, a do tego będziecie chcieli wprawić w osłupienie przechodniów, zaopatrzcie się w kijek, znajdźcie sobie rywala do wyścigu i jazda! Myślę, że jeszcze fajniej byłoby w strojach z początku XX wieku. W wersji dla zaawansowanych – po kocich łbach. Ja z największą przyjemnością powtórzę to doświadczenie 🙂

 

Informacje o grze zwanej hoop rolling zaczerpnęłam z:

thevintagenews.com

wallswithstories.com

Wikipedii

wbur.org – Only A Game (o toczeniu koła w Wellesey College)

Wellesey College na stronach Wikipedii

Foto credits:

Zdjęcie główne to kadr z filmu „Niepodległość”

Zdjęcie uczennic Wellesey College: wbur.org

Pozostałe zdjęcia archiwalne wypożyczyłam ze strony thevintagenews.com

 
Source: Hulajdusza!

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

Prezentownik hula-hoopera czyli coraz bliżej Święta

Udało się! W tym roku Mikołaj został zaopatrzony w prezenty dla bliskich na dwa tygodnie przed Gwiazdką, więc postanowiłam zrobić ultra-szybki research sieci, by przekonać się, czy istnieją podarki dla hooperów (i hooperek), takie tematyczne prezenty z prawdziwego zdarzenia. No bo jeśli już zaliczacie się do tej grupy – będących totalnie zakręconymi na punkcie hula-hoop, to prawdopodobnie pragniecie emanować tymże fiźlem na swe otoczenie 🙂 I nawet ja, będąc umiarkowaną gadżeciarą, nie miałabym nic przeciwko, by włożyć wiele mówiący T-shirt lub napić się herbaty z wesołego hula-kubka. Ustroić się biżuterią z obręczami lub zawiesić u siebie hula-plakat. Zakasałam więc rękawy, by wyłowić hula-hoopowe perełki w odmętach internetu, bo nuż-widelec komuś się przydadzą pomysły na prezenty last minute, dla tych najmocniej wkręconych przyjaciół. No i… Nie wygląda to za dobrze. Hula-hoopowej odzieży jak na lekarstwo, pięknych przedmiotów domowego użytku równie mało, do tego drrrrogo koszmarnie. Nisza pozostaje niszą, nikt na skalę przemysłową nie produkuje pięknie zaprojektowanych wizerunków hula-hoop, więc tego roku ponownie – chcąc olśnić przyjaciółkę od hula-hoop, trzeba się wykazać nie lada kreatywnością i pracowitością, zamówić własny nadruk na koszulkę, na kubek czy wydrukować i oprawić własny plakat. Najlepiej samodzielnie go narysowawszy czy zaprojektowawszy 😉 (jak zwał…)

Wyjątków jest oczywiście kilka, więc je niniejszym prezentuję – moim subiektywnie – krytycznym okiem wybrane:

Kubki i koszulki pochodzą ze strony www.spreadshirt.pl – ceny są tu niestety wysokie, ale design przyzwoity (co nie znaczy, że na kolana rzucający) 😉

Zdecydowanie wyróżnia się jednak na tle internetowego bezmiaru.

Natomiast moim numerem jeden w temacie podarków jest ten oto króliczy kubek, który w cenie 24 PLN jest dostępny na stronie Jaciebrosze.pl.

Zastanawiam się, dlaczego żada sieciówka nie wypuściła kolekcji z motywem hula-hoop? Przecież hulahooperki to takie piękne istoty, a obręcze to w swej prostocie doskonały temat na motywy koszulkowe. Takie hulahooperki mogłyby (a wręcz powinny!) zostać muzami kreatywnych projektantów branży odzieżowej i wnętrzarskiej. A może ktoś z Was widział gdzieś takie nadruki? A może wymyślono inne, niż wyżej opisane, gadżety, o których marzy każdy hulahooper, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie? Podzielcie się, komentujcie.

Tymczasem życzę Wam trafionych prezentów od serca, a w te święta dużo wolno płynącego czasu do podziału pomiędzy Was i Waszych bliskich.

I kreatywnego spalania świątecznych kalorii z hula 🙂 Ho, ho, ho!

 

 
Source: Hulajdusza!

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

Tańcz i świeć. Hula-hoop ledowe

Bo kto nie lubi tańczyć i świecić się? Na tle zapadającego zmroku tworzyć świetliste okręgi. Zabawa światłem ma niesamowitą moc, fascynuje. I dlatego każdy, jak mniemam, hula-hooper chciałby mieć hula-hoop ledowe (no chyba że woli ogniowe, ale to trochę inna para kaloszy). LED to technologia i glamour. Światełka żarówek dodają blasku zwykłym lekkim kółkom i spełniają marzenia o obrazach malowanych w powietrzu. Ja przynajmniej marzyłam skrycie o tym sprzęcie i – wiecie co? Moje marzenie spełniło się 5 lat temu. Wzięłam wtedy udział w konkursie organizowanym przez Superhooper na rodzinne zdjęcie z hula-hoop  (można było o tym poczytać tu – klik). Ku własnemu zaskoczeniu wygrałam – i to główną nagrodę! Wykorzystując zwycięski voucher wybrałam kilka cudnych polipro-sów i kółko ledowe. To drugie było (i jest nadal) jednym z moich największych skarbów, najcenniejszych przedmiotów, które posiadam. Ma dla mnie taką sentymentalną wartość, i taką wartość „wow”, która sprawia, że nie wymieniłabym go na inne. Mimo to jednak… strasznie rzadko go używam. Trochę z obawy, że zepsuję. Co jeśli uderzę o podłogę (nie daj Boże beton!) i świecić przestanie? Trochę dlatego, że do światełek musi być nastrój, że w samo południe i w środku lata nie ma sensu zapalać ledowych żaróweczek. A najpiękniej świecą o tej godzinie zero, kiedy za oknem robi się szaro, jeszcze nie całkiem ciemno, a słońce gaśnie za horyzontem. No i może jeszcze w letnie noce, gdy wydaje się, że nigdy nie zapadnie mrok. Strasznie ciężko złapać te chwile, zwłaszcza, jak się jest człowiekiem zabieganym. Wreszcie jednak znalazł się powód, by sobie przypomnieć, jakie jest piękne hula, kiedy świeci.

W tym roku dziewczyny – twórczynie inicjatywy Hooping.pl – wznowiły projekt Hoopoland, czyli składankę nagrań video ludzi, którzy zajmują się hula-hoop w Polsce, wspólny filmik pokazujący polskich hooperów i hoopistki. O tym że jest nas dużo, rośniemy w siłę, że się rozwijamy i robimy fajne rzeczy. Kiedy przeczytałam, że szykuje się Hoopoland vol 2, uznałam, iż przyszła pora, by się przeprosić z kółkami kurzącymi się pod ścianą. Co więcej, że to jest świetny pretekst, żeby nagrać siebie i swojego LED-a 🙂 Po raz pierwszy odkąd moje kółko ledowe przyjechało do Polski, czyli od tych pięciu lat (!) zostało sfilmowane w godzinie „zero” (i tuż po), w pięknie jesiennych okolicznościach przyrody i Dolnego Wrzeszcza. I chociaż zapomniałam wszystkie sztuczki, a moje izolacje nie wyglądają jak spod cyrkla, to i tak jestem bardzo zadowolona z efektów tych nagrań. Tak szczęśliwa, że nie tylko wysłałam je do Hooping.pl (z nadzieją, że cosik z tego umieszczą w składance), ale i zmontowałam własny krótki filmik, gdzie w tle gra moje największe odkrycie ostatnich miesięcy czyli Greta van Fleet (o czym co nieco może jeszcze napiszę w kolejnym wpisie).

Wygląda to tak:

 

Na marginesie tego nagrania. Kilka lat temu, kiedy zastanawiałam się, co fajnego można zrobić mając hula-hoop ledowe, w sieci nie było wielu ciekawych nagrań, a na pewno nie rzucających na kolana. Wtedy moją największą inspiracją było video Deanne Love (klik). Obecnie – oczywiście – sytuacja zmieniła się diametralnie i jeśli szukacie ciekawych filmów z udziałem ledów, to znajdziecie mnóstwo arcyświetnego materiału. Wrzucam poniżej moje ulubione. Jak zawsze wzdycham i myślę sobie, że ja kiedyś też tak będę kręcić 🙂 I świecić!

Hooptown Hotties:

Morgan Jenkins:

Lisa Lottie:

 

A to filmik, który okazał się największą inspiracją! Ogromnie mnie rozbawił, podane w nim rady wzięłam sobie bardzo do serca i próbowałam odtworzyć w plenerze 😉 (z takim sobie skutkiem). Tym nie mniej polecam! Nieocenione Hooptown Hotties:

A więcej o hula-hoop ledowych przeczytacie w tym archiwalnym wpisie – klik!

Na zakończenie… Jest początek listopada. Zawsze wtedy chwilę za późno przypominam sobie, że Hulajdusza obchodzi kolejne urodziny! To już 6 lat online. Już nie tak często jak kiedyś, ale wciąż jeszcze chcę pisać o swoim uwielbieniu dla kółek 🙂 Mam nadzieję, że zostaniecie tu dłużej razem ze mną. Może nie sto lat, ale kolejnych sześć 🙂 Zatem kochani – koła w ruch!

 
Source: Hulajdusza!

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

Hula-hoop dla początkujących – Twój osobisty niezbędnik

Jestem! Halo, jest tu kto? Odkurzyłam swojego bloga, o którym ostatnio dużo myślałam, którego wciąż pragnę pisać, ale szukam dla niego nowej formuły, nowego wyglądu, czasu dla niego szukam. Zaglądam za kulisy i widzę niepodokańczane artykuły, notuję naprędce kilka nowych pomysłów, co w międzyczasie zakiełkowały w mojej głowie. Potrzebuję czasu, który u mam w szale remontu jest towarem deficytowym. Ale jestem. Ten artykuł dedykuję Kasi, która dała mi motywacyjnego kopa do przewietrzenia kółek i szarych komórek. Bo kiedy zastrzyk motywacji przychodzi z zewnątrz, rzucam wszystkie ważne sprawy i zabieram się do promowania hula-hoop. Zatem jeśli właśnie czytacie te słowa, bo chcecie zacząć przygodę z hula-hoop i nie wiecie, jak się do tego zabrać, to postaram się pomóc, najlepiej, jak umiem.

Do rzeczy: jest to wpis dla tych, których zaciekawiło hula-hoop i chcą spróbować swoich sił. Będą przydatne linki i garść informacji – wyłącznie najbardziej niezbędnych. Taki mini poradnik na start.

Zaczynamy!

1. Wybierz swoje hula-hoop!

Ale jakie?! Są dwie szkoły.

hula-hoop dla początkujących czyli możliwie duże i lekko obciążone. Taka obręcz jest idealna do nauki kręcenia na biodrach, może nawet na ramionach. Ale jeśli będziecie chciały (i chcieli) nauczyć się na nim manipulacji poza ciałem – będzie ciężko 😉 (dosłownie). Więcej szczegółów znajdziecie tu – klik. Jeśli chcecie, żeby kręciło się TYLKO na biodrach, to idealne rozwiązanie. Jeśli jednak chcecie się docelowo zająć hoop dance – zobaczcie wariant drugi.

hula-hoop dla średnio- i zaawansowanych to hula-hoop lekkie. Wydaje mi się, że dobry kompromis to kółko lekkie, ale o dosyć dużej średnicy (95 cm lub nieco więcej), np. nasze ukochane polypro (hula-hoop polipropylenowe). Im mniejsza średnica, tym bardziej „pro”. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest lepsze, bo zaopatrujemy się w obręcz, która najpewniej będzie nam towarzyszyć przez lata, i może na początku będzie trochę trudniej załapać, jak to się kręci w biodrach, ale później będzie łatwiej robić izolacje i tricki na rękach.

Uwaga: hula powinno być matowe, najlepiej obklejone taśmą materiałową (typu Gaffer), która jest dodatkowym obciążnikiem, a jednocześnie sprawia, że obręcz nie ślizga się, lepiej trzyma się ciała.

Więcej informacji o lekkich kółkach tu – klik.

Jeszcze więcej informacji o kółkach wszelakich – taki oto wpis archiwalny – klik. Wiele się zmieniło od czasu, gdy to pisałam, ale rodzaje hula – wciąż aktualne!

A na zdjęciu jedno z moich pierwszych hula-hoopów. Duże i ciężkie 🙂 2011 rok – naprawdę…?!

 

2. No dobrze… a gdzie kupić te cuda?

Można oczywiście szukać na Allegro i trafiają się tu całkiem przyzwoite kółka dla początkujących, tylko przygotujcie się na dużo scrollowania, żeby przeskoczyć wszystkie te cuda z wypustkami. Masażerów nie rekomendujemy, a niestety one królują na Allegro. Z drugiej strony jeśli kółko wygląda na cieniutkie, leciutkie i ma małą średnicę (poniżej 90 cm) a do tego kosztuje 5 zł – to również nie polecam go na początek, chyba że dla dzieci, bo najprawdopodobniej mamy do czynienia z zabawką. Na dzień dzisiejszy na 11 stronach wyników zapytania „hula hoop” na Allegro znalazłam zaledwie 3 produkty, które wyglądają przyzwoicie. Nie chcę podawać linków do konkretnych stron czy sprzedawców, bo nie przetestowałam ich osobiście, poza tym linki mogą się szybko przedawnić – ale zwróćcie uwagę na grubość obręczy (2,5 – 3 cm) i wagę (0,5 – 1 kg). Rozpiętość cenowa: od 15 do 109 zł. I naprawę nie wiem, czym jest podyktowana taka różnica w cenie 🙂

Dlatego warto udać się pod sprawdzone adresy: hula-hoop dla początkujących są dostępne w sklepach internetowych HulaFit – szukajcie obręczy sportowych – oraz HoopLove. Warto się też rozejrzeć, czy w Waszym mieście jest osoba, która sama składa takie hula-hoopy z odpowiednich rurek i ozdabia je. Tak, są tacy ludzie, i jest to super opcja, żeby towar przymierzyć, pomacać – i dać sobie zrobić hula-hoop na miarę.

Jeśli zaś chodzi o hula-hoop polypro, to z całego serca polecam sklep Hulala.pl – sprawdziłam, warto! Bez wątpienia najlepsze polypro w Polsce.

Warto też zajrzeć do sklepu Kuglarstwo.pl, który również ma w ofercie profesjonalne hula-hoopy.

 

3. Będę hulać! Jak mam się ubrać?

Wygodnie! Stroje sportowe, sukienki, getry, spodenki, dżinsy – wszystkie chwyty dozwolone, pod warunkiem, że strój nie krępuje ruchów i jest możliwie… niepoślizgowy 🙂 żeby jak najbardziej utrudnić obręczy zjeżdżanie na ziemię. I już.

 

4. Kręcę i… spada! Co dalej?

No oczywiście, że tutoriale! Jest ich w internecie totalne mnóstwo, więc żeby nie zwariować w tym dobrobycie, na początek polecam dwie szkoły:

– tutoriale po polsku – absolutna nowość od Hooping.pl – nic lepszego w kraju nad Wisłą nie znajdziecie 🙂 wszystko doskonale zaprezentowane i objaśnione! Brawo Emilka 🙂

– tutoriale po angielsku – warto zacząć od Deanne Love z HoopLovers.tv – pod tym linkiem znajdziecie tutoriale dla początkujących, są też na kanale YouTube Deanne (tutaj playlista na start). Deanne jest mistrzynią wśród instruktorek – znakomicie tłumaczy. Nie tylko ćwiczycie hulanie, ale i szlifujecie swój angielski 🙂 Oprócz nauki tricków znajdziecie u niej całe sekwencje ruchów, wskazówki jak osiągnąć „flow” czy ćwiczenia stricte fitnessowe. Polecam!

 

5. Kręcę i… nie spada! Chcę więcej!

Wróć do punktu 4 i rozejrzyj się za tutorialami dla średnio i w pełni zaawansowanych 🙂

 

6. Znajdź zajęcia dla siebie lub dotrzyj do ludzi, co też hulają!

Nie od dziś wiadomo, że w grupie raźniej, a z instruktorem to już w ogóle odjazd!

Bazę informacji, jeśli chodzi o zajęcia zorganizowane, znajdziecie na Hooping.pl – o tu. Staram się mieć oko na to, co dzieje się w Trójmieście, więc pytajcie śmiało i śledźcie Hulajduszę na Facebooku. Najaktywniejsza jest Warszawa, ale tu i ówdzie pojawiają się lokalne grupy. A jeśli takiej brakuje w Twoim mieście, to należy założyć ją na FB i spotkać w realnym świecie 🙂

 

7. Inspiruj się, oglądaj, czytaj…

Zobacz hoop dance, od jakiego spadają kapcie i człowiek dostaje ciar na plecach 🙂 Zapytajcie Google – Lisa Lottie, Brecken Rivara, Babz Robinson, HoopTown Hotties i Morgan Jenkins, Tiana Zoumer, Marawa The Amazing, Vivian Spiral, Emma Kenna… to tylko niektóre nazwiska z mojej osobistej listy przebojów. Tutaj kilka archiwalnych artykułów – klik. Niestety, razem z wtyczką do wordpressa wysypała mi się większość linków do filmów na YouTube – za co przepraszam, ale mam nadzieję, że najwytrwalsi dotrą do tych materiałów. Warto!

 

Gotowi? No to koła w ruch!

Chcecie podzielić się własnymi spostrzeżeniami, rozwinąć mini-przewodnik tudzież niezbędnik? Komentujcie śmiało.

I jeszcze ogłoszenie parafialne – do 31.10 trwa zbiórka filmów do kompilacji wszystkich hooperów i hooperek z Polski – Hoopoland vol 2!

Każdy może wziąć udział!

Na zachętę przypominajka, jak to wyglądało w 2015:

 

 

 
Source: Hulajdusza!

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

Hula-hoop dla początkujących – Twój osobisty niezbędnik

Jestem! Halo, jest tu kto? Odkurzyłam swojego bloga, o którym ostatnio dużo myślałam, którego wciąż pragnę pisać, ale szukam dla niego nowej formuły, nowego wyglądu, czasu dla niego szukam. Zaglądam za kulisy i widzę niepodokańczane artykuły, notuję naprędce kilka nowych pomysłów, co w międzyczasie zakiełkowały w mojej głowie. Potrzebuję czasu, który u mam w szale remontu jest towarem deficytowym. Ale jestem. Ten artykuł dedykuję Kasi, która dała mi motywacyjnego kopa do przewietrzenia kółek i szarych komórek. Bo kiedy zastrzyk motywacji przychodzi z zewnątrz, rzucam wszystkie ważne sprawy i zabieram się do promowania hula-hoop. Zatem jeśli właśnie czytacie te słowa, bo chcecie zacząć przygodę z hula-hoop i nie wiecie, jak się do tego zabrać, to postaram się pomóc, najlepiej, jak umiem.

Do rzeczy: jest to wpis dla tych, których zaciekawiło hula-hoop i chcą spróbować swoich sił. Będą przydatne linki i garść informacji – wyłącznie najbardziej niezbędnych. Taki mini poradnik na start.

Zaczynamy!

1. Wybierz swoje hula-hoop!

Ale jakie?! Są dwie szkoły.

hula-hoop dla początkujących czyli możliwie duże i lekko obciążone. Taka obręcz jest idealna do nauki kręcenia na biodrach, może nawet na ramionach. Ale jeśli będziecie chciały (i chcieli) nauczyć się na nim manipulacji poza ciałem – będzie ciężko 😉 (dosłownie). Więcej szczegółów znajdziecie tu – klik. Jeśli chcecie, żeby kręciło się TYLKO na biodrach, to idealne rozwiązanie. Jeśli jednak chcecie się docelowo zająć hoop dance – zobaczcie wariant drugi.

hula-hoop dla średnio- i zaawansowanych to hula-hoop lekkie. Wydaje mi się, że dobry kompromis to kółko lekkie, ale o dosyć dużej średnicy (95 cm lub nieco więcej), np. nasze ukochane polypro (hula-hoop polipropylenowe). Im mniejsza średnica, tym bardziej „pro”. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest lepsze, bo zaopatrujemy się w obręcz, która najpewniej będzie nam towarzyszyć przez lata, i może na początku będzie trochę trudniej załapać, jak to się kręci w biodrach, ale później będzie łatwiej robić izolacje i tricki na rękach.

Uwaga: hula powinno być matowe, najlepiej obklejone taśmą materiałową (typu Gaffer), która jest dodatkowym obciążnikiem, a jednocześnie sprawia, że obręcz nie ślizga się, lepiej trzyma się ciała.

Więcej informacji o lekkich kółkach tu – klik.

Jeszcze więcej informacji o kółkach wszelakich – taki oto wpis archiwalny – klik. Wiele się zmieniło od czasu, gdy to pisałam, ale rodzaje hula – wciąż aktualne!

A na zdjęciu jedno z moich pierwszych hula-hoopów. Duże i ciężkie 🙂 2011 rok – naprawdę…?!

 

2. No dobrze… a gdzie kupić te cuda?

Można oczywiście szukać na Allegro i trafiają się tu całkiem przyzwoite kółka dla początkujących, tylko przygotujcie się na dużo scrollowania, żeby przeskoczyć wszystkie te cuda z wypustkami. Masażerów nie rekomendujemy, a niestety one królują na Allegro. Z drugiej strony jeśli kółko wygląda na cieniutkie, leciutkie i ma małą średnicę (poniżej 90 cm) a do tego kosztuje 5 zł – to również nie polecam go na początek, chyba że dla dzieci, bo najprawdopodobniej mamy do czynienia z zabawką. Na dzień dzisiejszy na 11 stronach wyników zapytania „hula hoop” na Allegro znalazłam zaledwie 3 produkty, które wyglądają przyzwoicie. Nie chcę podawać linków do konkretnych stron czy sprzedawców, bo nie przetestowałam ich osobiście, poza tym linki mogą się szybko przedawnić – ale zwróćcie uwagę na grubość obręczy (2,5 – 3 cm) i wagę (0,5 – 1 kg). Rozpiętość cenowa: od 15 do 109 zł. I naprawę nie wiem, czym jest podyktowana taka różnica w cenie 🙂

Dlatego warto udać się pod sprawdzone adresy: hula-hoop dla początkujących są dostępne w sklepach internetowych HulaFit – szukajcie obręczy sportowych – oraz HoopLove. Warto się też rozejrzeć, czy w Waszym mieście jest osoba, która sama składa takie hula-hoopy z odpowiednich rurek i ozdabia je. Tak, są tacy ludzie, i jest to super opcja, żeby towar przymierzyć, pomacać – i dać sobie zrobić hula-hoop na miarę.

Jeśli zaś chodzi o hula-hoop polypro, to z całego serca polecam sklep Hulala.pl – sprawdziłam, warto! Bez wątpienia najlepsze polypro w Polsce.

Warto też zajrzeć do sklepu Kuglarstwo.pl, który również ma w ofercie profesjonalne hula-hoopy.

 

3. Będę hulać! Jak mam się ubrać?

Wygodnie! Stroje sportowe, sukienki, getry, spodenki, dżinsy – wszystkie chwyty dozwolone, pod warunkiem, że strój nie krępuje ruchów i jest możliwie… niepoślizgowy 🙂 żeby jak najbardziej utrudnić obręczy zjeżdżanie na ziemię. I już.

 

4. Kręcę i… spada! Co dalej?

No oczywiście, że tutoriale! Jest ich w internecie totalne mnóstwo, więc żeby nie zwariować w tym dobrobycie, na początek polecam dwie szkoły:

– tutoriale po polsku – absolutna nowość od Hooping.pl – nic lepszego w kraju nad Wisłą nie znajdziecie 🙂 wszystko doskonale zaprezentowane i objaśnione! Brawo Emilka 🙂

– tutoriale po angielsku – warto zacząć od Deanne Love z HoopLovers.tv – pod tym linkiem znajdziecie tutoriale dla początkujących, są też na kanale YouTube Deanne (tutaj playlista na start). Deanne jest mistrzynią wśród instruktorek – znakomicie tłumaczy. Nie tylko ćwiczycie hulanie, ale i szlifujecie swój angielski 🙂 Oprócz nauki tricków znajdziecie u niej całe sekwencje ruchów, wskazówki jak osiągnąć „flow” czy ćwiczenia stricte fitnessowe. Polecam!

 

5. Kręcę i… nie spada! Chcę więcej!

Wróć do punktu 4 i rozejrzyj się za tutorialami dla średnio i w pełni zaawansowanych 🙂

 

6. Znajdź zajęcia dla siebie lub dotrzyj do ludzi, co też hulają!

Nie od dziś wiadomo, że w grupie raźniej, a z instruktorem to już w ogóle odjazd!

Bazę informacji, jeśli chodzi o zajęcia zorganizowane, znajdziecie na Hooping.pl – o tu. Staram się mieć oko na to, co dzieje się w Trójmieście, więc pytajcie śmiało i śledźcie Hulajduszę na Facebooku. Najaktywniejsza jest Warszawa, ale tu i ówdzie pojawiają się lokalne grupy. A jeśli takiej brakuje w Twoim mieście, to należy założyć ją na FB i spotkać w realnym świecie 🙂

 

7. Inspiruj się, oglądaj, czytaj…

Zobacz hoop dance, od jakiego spadają kapcie i człowiek dostaje ciar na plecach 🙂 Zapytajcie Google – Lisa Lottie, Brecken Rivara, Babz Robinson, HoopTown Hotties i Morgan Jenkins, Tiana Zoumer, Marawa The Amazing, Vivian Spiral, Emma Kenna… to tylko niektóre nazwiska z mojej osobistej listy przebojów. Tutaj kilka archiwalnych artykułów – klik. Niestety, razem z wtyczką do wordpressa wysypała mi się większość linków do filmów na YouTube – za co przepraszam, ale mam nadzieję, że najwytrwalsi dotrą do tych materiałów. Warto!

 

Gotowi? No to koła w ruch!

Chcecie podzielić się własnymi spostrzeżeniami, rozwinąć mini-przewodnik tudzież niezbędnik? Komentujcie śmiało.

I jeszcze ogłoszenie parafialne – do 31.10 trwa zbiórka filmów do kompilacji wszystkich hooperów i hooperek z Polski – Hoopoland vol 2!

Każdy może wziąć udział!

Na zachętę przypominajka, jak to wyglądało w 2015:

 

 

 
Source: Hulajdusza!

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

O tym, jak polypro od Hulala.pl pojechało na Śląsk

Jak już wspomniałam, echa konkursu długo będą grały w mojej głowie! I jak również wspomniałam, polypro od Hulala.pl, o którym było w tej recenzji wyruszyło całkiem niedawno w kolejną podróż – z Gdańska na Śląsk. Pudełko, które niewtajemniczonym mogło skojarzyć Read more…

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!

DAJ SIĘ ZMOTYWOWAĆ!

Cudne fioletowe hula-hoop od Hulala.pl wyruszyło w swoją kolejną podróż, od morza na Śląsk! Naprawdę żal się z nim rozstawać… Echa konkursu wciąż pobrzmiewają w głowie, i jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział, i którzy zmotywowali siebie, swoich przyjaciół, Read more…

Jeszcze więcej o hula-hoop na Hulajdusza!!