20 Sie, 2014 przez

Teoria poi dla parówek #7 – flowery oraz kilka słów o percepcji ruchu


flowery

Lekcja rysowania w czterowymiarowej czasoprzestrzeni

Czym jest flower, każdy widzi. Albo i nie. Bo poikarze przywykli do tej terminologii tak mocno, że niektórym umyka fakt, że jeżeli wykres czegoś ma, dajmy na to, sześć płatków tworzących śliczną strukturę o sześciu osiach symetrii, to nie oznacza to z automatu, że te sześć płatków jest widoczne dla kogoś, kto o tym wykresie nie ma pojęcia.

Jak już napisało się w części drugiej Teorii dla parówek, flowerkiem nazwiemy wszystko, co składa się z obłych struktur, tworzących coś na kształt płatków. Dokładniej – będzie tym każdy ruch w antyspinie o ilości obrotów poiki większej niż 1 i każdy ruch w spinie o ilości obrotów poiki większej niż 1. Zakładamy przy tym, że ilość obrotów ręki wynosi 1, co jest prawdą w każdym przypadku ruchu w spinie i w większości przypadków ruchów w antyspinie. W przypadku spinu inaczej się po prostu nie da, a w przypadku antyspinów ilości obrotów ręki większej niż 1 się jakoś nieczęsto stosuje.

Przypominam też ogólną zasadę liczenia ilości płatków:

P=Hr+Pr dla antyspina, oraz P=Hr-Pr dla spina, gdzie P – ilość płatków, Hr – ilość obrotów ręki, Pr – ilość obrotów poiki. Dla przykładu, mercedes (trójpłatkowy antyspin) ma jeden obrót ręki i dwa poiki, ta sama ilość obrotów w przypadku spina da nam jeden płatek o wyglądzie podobnym do liścia lilii wodnej.

A teraz do rzeczy. W tym odcinku mojego przynudzania będzie wyjątkowo mało suchej teorii, a za to mnóstwo obrazków. W naszym kombinowaniu skupimy się na początek na samych kształtach, które generują obracające się poiki, dla jednego obrotu ręki skrzyżowanego z 2, 3 i 4 obrotami poiki. A potem będziemy myśleć dalej. Zatem, rzeczone flowery wyglądają tak:

W lewej kolumnie mamy antyspiny, w prawej spiny. Kwiatki w każdym rzędzie mają tę samą ilość bitów, odpowiednio: 2, 3 i 4. Czerwony – poika, żółty – ręka.

Pierwsze pytanie, które należy zadać to: czy one muszą tak wyglądać? W sensie – flowery w środkowym rzędzie wydają się być ok, leżą symetrycznie po obu stronach w osi pionowej, ale reszta jest jakaś dziwna i przekrzywiona.

Nie muszą – przyznam, że tak akurat mi się narysowało, bo zaczynałem od ustawienia poiki i ręki po lewej stronie obrazka, zatem faktyczna, założona oś symetrii jest pozioma – jak się popatrzy z tej perspektywy, wszystko staje się całkiem proste. Przy okazji można sobie uświadomić, że kanoniczne kształty kwiatków nie są jedynymi koniecznymi.

Ułożenie wzoru w przestrzeni, w tym przypadku flowerka, po angielsku nosi nazwę ‘mode’ i odnosi się do sytuacji, w której miejsca rozmieszczenia bitów w przestrzeni są różne, ale ogólny kształt flowerka pozostaje taki sam. Weźmy dla przykładu dwa flowerki z góry, 3bitowego antyspina i 4bitowego spina i ułóżmy je w różnych pozycjach:

Przenalizujmy teraz, co się stało. Lewy z antyspinów pozostał tak jak był, prawy to ten pierwszy, ale obrócony o 45 stopni. Z kolei spinowe zostały oba obrócone tak, że w pierwszym przypadku mamy płatek wycelowany w górę, a w drugim w dół, czyli prawy spinowy 4bitowiec jest obrócony względem lewego o 60 stopni.

Dlaczego akurat 45 i 60 stopni? Mała podpowiedź: gdybyśmy mieli do czynienia z pięciopłatkowym flowerkiem, obrócilibyśmy go o 36 stopni.

Wynika to po prostu z tego, że tego typu symetryczne wzory mają tyle osi symetrii, co płatków, a każda z nich jest po połowie z jednej i z drugiej strony środka symetrii, co daje nam właśnie takie kąty:

Możemy, rzecz jasna, ustawiać sobie kwiatki jak chcemy, ale jeżeli chcemy zachować symetrię, to musimy być świadomi tego, od czego ona zależy. Akurat używanie symetrii w poikach opłaca się dosyć mocno, bo dopiero wtedy tak naprawdę widać, że to, co robimy ma kształt, czasem nawet widać jaki to kształt…

Weźmy naszego spinowego trójpłatkowca i, używając już obu rąk, rozrysujmy różne możliwości ułożenia dla niego płatków:

Pozycje 3, 4 i 6 są mega czytelne, bo cały pattern się nakłada idealnie, 2 i 5 to totalny chaos, początkowe punkty wybrałem zupełnie na oko i po prostu wyszło coś takiego (coś na kształt moich pierwszych flowerków – każdy ma ciemne plamy na swojej przeszłości). Z kolei 1 i 7 to też to samo, ale przy płatkach ustawionych naprzeciwko siebie. Pytanie tylko, ilu z Was zauważyłoby to szybko gdybym o tym nie powiedział?

To zestawienie w prosty sposób przedstawia to, z czym zmaga się ludzkie oko w trakcie obserwacji skomplikowanych patternów na poikach – bo wszystkie z wyjątkiem tych ultrasymetrycznych 3, 4 i 6 są skomplikowane. Nawet doświadczony poikarz miałby problemy z policzeniem bitów na szybko. Dodatkowo utrudnia sytuację fakt, że ścieżki na obrazkach wygasają z czasem, co dosyć dobrze oddaje realia życia. Tak naprawdę pattern kręcącej się poiki widoczny jest tylko na sprzęcie LED, albo przy najszybszych antyspinach, cała reszta ginie. Nota bene, to dlatego z reguły wygrywają system ludzie, którzy robią choćby proste tricki, ale z ciekawą pracą ciała, a nie hardzi tricksterzy zasuwający jakieś ciężkie hybrydy w dziwnych timingach – tego po prostu nie widać i tyle.

Dlatego (wracając do tematu), warto pomagać sobie symetrią. Jeżeli poiki podążają tymi samymi ścieżkami, obojętnie czy w motylku, czy kręcąc się w tę samą stronę, to wzmacniają percepcję swoich ścieżek – to przydaje się szczególnie przy wolniejszym kręceniu i bardziej rozbudowanych flowerach. Z kolei szybkie flowery, takie jak ten:

…można z powodzeniem nakładać w innych pozycjach. Co do stanów pośrednich – czyli wypadających poza kąty właściwe dla symetrii danej ilości płatków – chyba poprzedni set obrazków wyjaśnił dokładnie, czemu nikt ich nie robi.

Innymi słowy – w prostych i szybkich flowerkach możemy kręcić jak nam się podoba, byleby osie symetrii się nakładały, w wolniejszych i bardziej skomplikowanych lepiej kręcić tak, żeby nakładały się zupełnie oba patterny – albo mieć epicką pracę ciała.

Modusów c.d.

Po co w ogóle to rozróżnienie? Otóż po to, żeby można było odróżnić różne flowerki o takim samym bitowaniu i ilości płatków od siebie. Wspomniane powyżej flowery 3bitowe w antyspinie:

…ostatecznie obydwa są flowerami robionymi w split-time, czyli w momencie kiedy jedna poika jest najniżej w układzie, druga jest najwyżej. Mimo wszystko wyglądają inaczej, i po to są właśnie owe ‘modes’, czyli modusy, albo opcje po naszemu. Pierwsza nazywana jest popularnie ‘+’, druga ‘x’. dla każdego symetrycznego flowerka takie modusy są dwa, i dzieli je właśnie kąt odpowiedni dla ilości płatków – 45 stopni dla czterech, 60 dla trzech, 36 dla pięciu itd.

Nota bene, dla tego samego kształtu istnieją też różne bitowania, tzn. – każdy z nich można zrobić w praktycznie dowolnym timingu, np.:

Mamy tu, odpowiednio, + w same time, split time, quarter (1/4) time oraz, dla wyczerpania tematu, split time, same direction (wszystkie poprzednie to motylki – przepraszam za wieczysty angielski, ale póki co polskich terminów, które by mnie przekonywały nie ma, a o tym, że ktoś to ochrzcił jako synchroniczne i asynchroniczne chcę jak najszybciej zapomnieć i zmyć to z siebie).

Powyższa zasada dotyczy wszystkich absolutnie flowerów, obojętnie w jaką stronę kręconych i w jakim timingu. Taki pro tip dla chcących zrobić coś nowego – większość ludzi na świecie przykleiła się do czteropłatkowców jakby nic innego nie istniało więc jest dosyć sporo fajnych, a rzadko wykorzystywanych patentów na flowerki 3 i sześciopłatkowe. Patenty owe zalecam odkrywać we własnym zakresie, obiecuję, że da to o wiele więcej skilla i unikalności w stylu niż powtarzanie flowerów takich jak te powyżej.

Zbliżyłem się niebezpiecznie blisko granicy 1200 słów zatem na teraz koniec. Temat flowerów wstępnie omówiony, następnym razem weźmiemy się za goofy flowers i, jeżeli starczy miejsca, za coś o tajemniczej nazwie ‘an order of flowers’. Zatem za tydzień Disney i Joanne Rowling w poikach.

<<< TPDO #6

Jezus

Więcej o Jezus

Kto mnie zna ten wie, kto nie zna nie wie ile kolorytu z życia traci. Kręcę poi i buugengami i trochę za dużo gadam i myślę.