18 Sie, 2014 przez

Teoria poi dla parówek #6 – relacje czasoprzestrzenne pomiędzy poikami (timing and direction)


parówa…ale najpierw małe podsumowanie

Do tej pory przez obrzydliwie dużo stron wałkowaliśmy temat jednej poiki tak jakby było co wałkować. Bo ileż w końcu można trajkować o tym, że jak się ruszy ręką nie w lewo, tylko w prawo to wyjdzie co innego niż w przeciwnym kierunku? Otóż można, choćby dlatego, że chyba nie ma jeszcze po polsku systematycznego zestawienia podstawowych sposobów prowadzenia poiek, po angielsku w zasadzie też nie widziałem. Do tej pory teorie skupiały się na wyjaśnieniu jakichś klas ruchów, obliczeniu ich parametrów trygonometrycznych albo zaadaptowaniu lepszych narzędzi do ich opisu. To, co robię tutaj nie ma wielkiej wartości jeżeli chodzi o tworzenie nowej wiedzy, za cel postawiłem sobie raczej opisanie tego, co jest do opisania tak, żeby było w jednym miejscu. To oznaczało na tyle wyczerpujące, na ile potrafiłem, zestawienie samych podstaw tak, żeby idąc dalej nie trzeba już było niczego nowego wprowadzać przynajmniej w dziedzinie samych zasad kręcenia. Od tej pory jedyne co będzie nam dochodzić to coraz większa wierność faktycznym procesom fizycznym, które stoją za poi spinningiem. Nasze klocki zostały już wyjęte z pudełka. W poprzedniej części po raz pierwszy użyliśmy więcej niż jednego, teraz będziemy tylko dokładać.

Nasze klocki to podstawowe typy obrotów:

  1. Spin i antyspin
  2. Izolacja punktowa, prowadzona i liniowa
  3. Wahadło
  4. Weaves (wicia, a nie żadne fale, goddamit)

Pierwszy ruch złożony z powyższych klocków jaki poznaliśmy to CAP. I jest to jedyny ruch złożony, który faktycznie wprowadza coś jakościowo nowego na etapie kręcenia jedną poiką. Dzisiaj idziemy dalej i bierzemy się nareszcie za dwie.

Są pewne rzeczy, których nie wiedzieć nie wypada

Do tych rzeczy należą dwie podstawowe relacje przestrzenne pomiędzy poikami oraz dwa podstawowe układy w czasie.

Każdy z nas, kto uczył kiedyś drugą osobę kręcić usłyszał na pewno w odpowiedzi na pytanie, w którą stronę owa osoba kręci, że ‘w lewo’, ‘do przodu’, czy w jakiś inny bok. I co bardziej kumaci demonstrowali wtedy tę dziwną zależność, że poika kręcąca się w lewo z punktu widzenia kręcącej osoby kręci się w prawo z punktu widzenia widowni. I następowała chwila konsternacji, po której nic już nie było takie samo jak wcześniej.

No bo jak powiedzieć w jakim kierunku coś się kręci jeżeli ten kierunek wydaje się być totalnie subiektywny?

No właśnie – nie za bardzo się da, przynajmniej dopóki kręcimy jednym przedmiotem. W tym przypadku istnieją w zasadzie dwie KLASY kierunków – te, w których dajemy radę trickować i te, których nie ogarniamy. Można przecież umieć zrobić jedną ręką antyspina płasko przed sobą kręcąc w lewo, a nie umieć go zrobić w prawo. Ale to jest w dalszym ciągu nie mniej subiektywne niż lewo i prawo.

Kiedy jednak dostaniemy do ręki dwie poiki, świat staje się do pewnego stopnia prosty. Bowiem w takim układzie tak długo jak osie ich obrotów są względem siebie w miarę równoległe, możemy określić, w jakim kierunku następują spiny. Takie kierunki są dwa – obie poiki mogą kręcić się w tę samą stronę bądź w przeciwne. Jest jeszcze trzecia opcja, ale o tym później.

Oczywiście każdy z tych kierunków ma dwa warianty – bo obie poiki faktycznie mogą kręcić się w tę samą stronę na raz, ale za chwilę możemy je obie zatrzymać i zacząć kręcić nimi w stronę przeciwną. Podobnie w drugim wariancie – zwanym potocznie motylkiem – mogą one kręcić się do wewnątrz lub na zewnątrz.

Szkopuł w tym, że jakbyśmy się nie obracali i nie stawali na głowie, trudno będzie zrobić z kręcenia w przeciwne strony kręcenie w tę samą stronę i odwrotnie, ale z motylka na zewnątrz motylka do wewnątrz zrobimy bardzo łatwo – obracając się o 180 stopni i patrząc na niego z punktu widzenia publiki. Zatem dwa pierwsze główne kierunki są w pewien sposób absolutne, zaś dwa pozostałe zależą od punktu, z którego się na nie patrzy. I tak je właśnie będę nazywał – kierunki absolutne oraz relatywne. Obrazkowo wygląda to tak:

Po lewej mamy kierunki motylkowe, po prawej w tę samą stronę (po angielsku odpowiednio opposite direction i same direction). Każdy obrazek jako całość pokazuje jeden z kierunków absolutnych w dwóch relatywnych wariantach – po prostu dany kierunek kręcenia jest OBYDWOMA kierunkami kręcenia na raz, zależnie od której strony osi obrotu na niego patrzymy.

Powyższe jest w zasadzie proste, to jest coś, czego dowiadujemy się na samym początku i o czym wiedzieć po prostu wypada. Świadomość tego jak zmienia się percepcja kierunków kręcenia naprawdę potrafi ułatwić uczenie się tricków w różnych wariantach, bo o ile nie mamy ambicji stania jak kołek, będziemy musieli nauczyć się większości ruchów w obie strony, bez tego możemy zapomnieć o obrotach i sprawnym poruszaniu się na freestyle’u.

Druga z tych fundamentalnych rzeczy, które każdy (nie tylko) poikarz wiedzieć powinien dotyczy tego jak poiki ‘grają’ ze sobą w miarę upływu czasu.

Prosta kombinatoryka może nam powiedzieć, że jest cholernie dużo kombinacji, w jakich mogą ułożyć się poiki względem siebie. Koło ma 360 stopni, poiki są dwie i mogą kręcić się w jednym z dwóch absolutnych kierunków, co daje nam 64620 możliwych kombinacji ułożeń (bez powtórek), a nie wzięliśmy pod uwagę stopni i minut!

Oczywiście nie ułatwiam tym liczeniem niczego, ale przynajmniej ukazuję skalę problemu, przed którym stajemy jeżeli nie konceptualizujemy sobie ruchów wg jakichś granic. Tak naprawdę nie interesuje nas ile koło ma stopni, ale ile jest pozycji, które ludzkie oko może rozróżnić. Tych będzie znacznie mniej, ale i tak sporo. Można chyba dosyć poprawnie założyć, że pozycje zegarowe są dla wszystkich rozpoznawalne – 12 punktów na okręgu, do widzenia których przyzwyczajeni jesteśmy od dziecka. To nam daje znacznie mniej kombinacji, bo tylko 66, z których dwie skrajne są i tak wyróżnione, zaś cała reszta zamyka się gdzieś pomiędzy nimi.

Te dwie skrajne pozycje to obie poiki razem i obie poiki naprzeciwko siebie, czyli kąty 0 oraz 180 stopni. Same te pozycje w zasadzie niewiele nam dają bez zestawienia ich z dwoma wyróżnionymi kierunkami kręcenia. Rozpatrzmy przypadek, w którym obie poiki kręcą się w tym samym kierunku:

  1. Razem:
  2. Naprzeciwko siebie:

Jak łacno się zorientujemy, progres w czasie w tym przypadku będzie miał zerowy wpływ na to jak poiki leżą względem siebie. Po prostu będą ciągle albo razem (głowice na tej samej wysokości nad ziemią) albo naprzeciwko siebie (głowice są na tej samej wysokości wyłącznie wtedy, gdy poiki są równoległe względem ziemi). Generalnie wcale nie potrzebujemy zewnętrznego punktu odniesienia żeby orzec w jakim układzie przestrzennym kręcą się poiki w tę samą stronę – jest on samoodnośny i można stanąć na głowie, a niczego to nie zmieni.

Popatrzmy zatem jak będzie to wyglądało gdy weźmiemy pod uwagę poiki kręcące się w przeciwnych kierunkach:

No tutaj nie ma tak łatwo. Poiki ciągle zmieniają ułożenie względem siebie i w każdym cyklu dwa razy są naprzeciwko siebie i dwa razy się spotykają. Mamy tu zupełnie inną dynamikę niż poprzednio i praktycznie zero punktów odniesienia.

No i tak faktycznie jest – każdy, kto myślał, że od razu wejdę w powszechnie znaną terminologię ‘together/split time’, czy też ‘synchroniczne/asynchroniczne (kolejny artefakt językowy po tłumaczeniu weavów – każde kręcenie w poikach jest mniej lub bardziej synchroniczne) zawiedzie się srodze, bo z obserwacji samych poiek mamy trzy rodzaje progresji w czasie, dwa absolutne i jeden relatywny. Są to: together time, same direction (poiki razem, w tę samą stronę), split time, same direction (poiki naprzeciwko, w tę samą stronę) oraz opposite direction (motyl).

Zatem skąd klasyczny już podział na cztery kierunki i timingi?

Uwaga – nie używam słowa ‘metrum’, które jest dosłownym tłumaczeniem angielskiego ‘timing’, bo timing w poikach z metrum muzycznym nie ma wiele wspólnego, a do tego określenia chyba i tak wszyscy się już przyzwyczailiśmy…

Domyślam się, że z empirii. Po prostu fakt, że coś w teorii jest takie samo nie przekłada się na fakt, że się to tak samo wykręca kiedy już dochodzi do praktyki spinnerskiej. W świecie fizycznym oprócz parametrów matematycznych mamy też masę, opór powietrza i grawitację, i wszystko to zmienia trochę postać rzeczy. I tak jak fakt, że grawitacja ustala nam górę i dół nie ma większego znaczenia dla timingów absolutnych (w tę samą stronę), to ma duże znaczenie dla motylka, bo zależnie od tego jaki będzie kąt od podłoża dla stanu, w którym poiki w motylku osiągają 180 stopni rozwarcia, będzie zmieniało się uczucie jakie taki motyl generuje w rękach. Wszystkie poniższe motylki:

W teorii zachowują się podobnie, ale w rzeczywistości są zupełnie inne.

Jest jeszcze druga rzecz. Obracające się poiki w tę samą stronę w zależności od tego, czy idą razem czy naprzeciwko siebie, produkują charakterystyczny wzór rytmiczny. Powiedzmy, że dla kąta 180 stopni (naprzeciwko siebie), będzie to szybkie ‘taptaptaptaptap…’, a dla kąta 0 stopni (poiki razem), będzie to ‘tap, tap, tap, tap, …’ – czyli w zasadzie dwa razy wolniej przy tym samym tempie kręcenia. Jedyne dwa układy motylka, w których ten wzorzec się powtarza, to pozycja pierwsza i piąta na poprzednim obrazku, czyli kąt 0 stopni od podłoża i 90 stopni od podłoża:

W pierwszym przypadku dostaniemy powolne, stateczne ‘tap, tap, tap’, w drugim szybkie ‘taptaptaptap’. Dlatego te dwie pozycje dla motylków są wyróżnione – ale nie możemy ich wyróżnić bez grawitacji, bo to ona obiektywizuje nam miejsce gdzie liczymy bity (na dole najłatwiej – bo je najwyraźniej czuć).

Krótko mówiąc – to, co przy kręceniu w tę samą stronę jest opisane przez kąt pomiędzy poikami, w przypadku motylków jest opisane przez kąt od podłoża, w którym poiki są naprzeciwko siebie.

Stąd się biorą dwa timingi w motylku, a nie dlatego, że jest to jakoś obiektywnie zapisane w przyrodzie – to wszystko jest po prostu naszą percepcją rekwizytu.

W zasadzie timingi motylkowe są totalnie wtórne względem timingu w tę samą stronę. Praktyka życiowa pokazuje, że najczęściej używamy tutaj właśnie tych dwóch wspomnianych wyżej – kąt 0 i kąt 180 stopni, co w pewien sposób determinuje nam typy przejść do motylków oraz preferowane progresje rytmiczne w trakcie wykonywania tricków. Dlatego zresztą na poprzednich dwóch obrazkach ułożenie poiek jest takie samo jak przy obrazkach dot. kręcenia w tę samą stronę – żeby uwypuklić to, że w tych momentach pozycje poiek w różnych kierunkach się nakładają.

Oprócz tych czterech układów przestrzenno-czasowych:

…mamy oczywiście wszystkie stany pośrednie, czyli np. pozostałe poza 1. i 5. na obrazku z motylkami oraz wszystkie kąty ułożenia poiek podczas kręcenia w tę samą stronę poza 0 i 180 stopni.

Są to tzw. timingi ułamkowe – zapisuje się je jako np. 1/3, ¼ itd. – są to po prostu proporcje okręgu. 1/3 to poiki pod kątem 120 stopni, ¼ (słynny quarter timing) to 90 stopni. Zwłaszcza ten ostatni wykorzystuje się stosunkowo często w przypadku niektórych flowerów na motylkach. Przy kręceniu w tę samą stronę w zasadzie średnio się przydają poza szczególnymi przypadkami, o których gdzieś tam po drodze wspomnę jak będzie potrzeba. Jednym z nich jest infinitive hyperloop, w którym niepełny kąt 180 stopni jest tym, co sprawia, że ten trick da się wykonać.

3d

Teraz pora nadeszła, żeby zadać pytanie czy to aby na pewno wszystko? W jednym z pierwszych artykułów napisałem, że w momencie, w którym wydaje nam się, że wyczerpaliśmy temat, należy się solidnie zastanowić, czy aby na pewno i poszukać takich miejsc, w których możemy znaleźć wytrychy do systemu.

W tym przypadku ten wytrych podsunąłem na samym początku pisząc, że relacje czasoprzestrzenne są nieskomplikowane tak długo jak osie obrotu poiek są z grubsza równoległe. No więc – co jeżeli nie są, tak jak w tym przypadku:

Widok z lotu ptaka, strzałki pokazują kierunek kręcenia. Kąt pomiędzy osiami: 90 stopni.

Tutaj po pierwsze – nie możemy wyznaczyć jednoznacznie kierunku kręcenia, bo jeżeli popatrzymy z prawej, będzie to kręcenie w tę samą stronę, ale patrząc z przodu lub z tyłu (góra i dół na obrazku), zaobserwujemy motylka. Co gorsza – jeżeli zmienimy kąty płaszczyzn tak, że tylko jedna jest pionowa, a druga np. horyzontalna, to nie będziemy mogli w prosty sposób policzyć nawet timingu.

Z tego, co się orientuję, to ten problem nie został jeszcze do końca rozwiązany, ale też nie jest jakoś szczególnie palący w przypadku tricków w 3d, bo większość z nich w pewnym momencie przynajmniej przez chwilę ma poiki na tej samej płaszczyźnie, gdzie można skontrolować ich synchronizację i timing. Chyba najprostszym sposobem pomiaru timingu w przypadku osi nierównoległych jest mierzenie go na płaszczyźnie, która przebiega przez obie te osi, od strony gdzie poiki wydają się kręcić w tę samą stronę. Czyli na obrazku na górze ta płaszczyzna jest powierzchnią matrycy monitora, a timing mierzymy od strony grotów strzałek lub ich początków. Przy czym tak jak powiedziałem – w kręceniu 3d przy płaszczyznach nierównoległych względem ziemi timing nie jest aż tak ważny, o wiele istotniejsza jest praca rąk i całego ciała.

Następnym razem wracamy do tematu flowerów, ale tym razem ze szczegółami, współzależnościami pomiędzy pracą rąk, a pracą poiek, hybrydami i wszystkim tym, co sprawia, że flowery są takie fajne.

<<< TPDP #5             TPDO #7 >>>

Jezus

Więcej o Jezus

Kto mnie zna ten wie, kto nie zna nie wie ile kolorytu z życia traci. Kręcę poi i buugengami i trochę za dużo gadam i myślę.