4 Sie, 2014 przez

Teoria poi dla parówek #1 – wprowadzenie


Za jakie grzechy? – czyli o tym, po co to całe gadanie

parówa

Myślę, że wśród Was znajdzie się wystarczająco dużo osób, które stwierdzą, że nie muszą znać teorii żeby dobrze kręcić, żeby był sens uzasadnić po co to całe dywagowanie o ilości bitów, relacjach między płaszczyznami i różnicami pomiędzy +1, a -2 skrętem.

Żeby nie było – nie uważam, żeby znajomość teorii to był jakiś obowiązek chociaż mi akurat w życiu pomaga niebagatelnie. To jest po prostu jedna z przydatnych umiejętności, które pomagają ogarnąć się w nauce tricków (obydwu tricków) i uczeniu tychże tricków innych.

Jest taki branżowy żart w społeczności poikarskiej, a nazywa się on tech vs flow. Gdziekolwiek ktoś zada pytanie o tę opozycję dyskusji nie ma końca, a starzy wyjadacze wyrywają sobie włosy z głowy na widok powtarzających się dywagacji o tym, czy ważniejsze jest techniczne przypakowanie, czy ‘feeling’ albo ‘flow’ zawarty w występie.

Generalnie wydaje mi się, że więcej sensu ma rozmawianie o tym, czy występ był udany, czy nie i dlaczego. Przy czym sam problem w jakiś sposób istnieje, bo wszyscy chyba w każdej dziedzinie kuglarstwa znają takie tricki, które wymagają lat ćwiczeń, a wyglądają ohydnie i chyba każdy z nas potrafi wymienić przynajmniej jeden występ, w którym nie było w ogóle wysokich umiejętności technicznych, a zamiótł scenę tak, że nie było co poprawiać. Każdy preferuje coś innego, a de gustibus non est disputandum, co więcej – nie zawsze wartości estetyczne są naszym celem kiedy coś pokazujemy.

Są jednak za każdym razem kiedy wychodzimy po to, żeby zaprezentować widowni naszą sztukę. I tak jak w muzyce osoby nie znające harmonii inaczej odbierają utwory niż osoby znające teorię muzyczną, tak i w przypadku kuglarstwa osoby rozumiejące co się dzieje w kategorii poszczególnych ruchów, ich relacji między sobą i osadzenia w historii rozwoju dziedziny będą zupełnie inaczej odbierały pokaz. Przy czym to jest kwestia wyboru – taka poszerzona percepcja danego gatunku sztuki nie jest konieczna do szczęścia, zresztą nie jest równoznaczna z perfekcyjną znajomością teorii.

Teoria przydaje się najbardziej kiedy zaczynamy kogoś uczyć. Pomaga szybko systematyzować wiedzę, przekazywać ją, a na dłuższą metę – komunikować ją innym. Pomaga wyodrębnić w krótkim czasie wszystkie możliwe warianty danego ruchu i pójść dalej. Pomaga też zapamiętać to, co się do tej pory wymyśliło. Sprawia, że dziedzina performatyki, którą tutaj reprezentuję, czyli poi spinning staje się przynajmniej częściowo opowiadalna. Znając terminy i nazwy ruchów, przejść i pozycji możemy przynajmniej częściowo opowiedzieć komuś kombo albo pomysł na trick bez konieczności pokazywania go – nie zawsze to działa, ale często naprawdę się przydaje.

Zatem odpowiedź na pytanie czy teoria jest koniecznie do szczęścia potrzebna brzmi – nie. Ale zawsze dodam, że naprawdę pomaga w życiu.

Plan na następne artykuły wygląda następująco:

  1. Rodzaje ruchów – spin, antyspin, pendulum, izolacja, zmiana płaszczyzn (ruch wijący).
  2. Króciutkie wprowadzenie do CAPów, które będziemy rozwijać dalej.
  3. Relacje przestrzenne i czasowe pomiędzy dwoma obracającymi się poikami.
  4. Flowery.
  5. CAPy, tym razem już na poważnie i z detalem.
  6. Ruchy wijące (weaves) i body tracing.
  7. Atomics.
  8. Toroid flowers, bend, antibend.

Cała kolejność wywodu jest podyktowana rosnącą złożonością ruchu. Zaczniemy od jednej poiki, potem dorzucimy drugą, ale bez ruchów ciała, następnie dodamy do kombinacji ręce, zmienne tryby kręcenia, a potem wyjdziemy z płaszczyzny w świat ruchów trójwymiarowych na stałych, a potem i na zmiennych płaszczyznach.

Nie wyczerpiemy w ten sposób tematu w żaden sposób. Nietrudno zauważyć, że gdzieś tu brakuje zatrzymań, wrapów, podrzutów i pewnie wielu jeszcze innych ruchów. Wynika to z tego, że większość z nich spełnia bardzo specyficzną funkcję zmiany kierunku kręcenia w raptowny sposób, przerywając kierunki i zmieniając timing. Pozwolę sobie napisać o nich na spontanie, kiedy dostanę natchnienia albo uznam, że warto na chwilę zmienić temat.

Każdy punkt to z reguły co najmniej dwa artykuły. Będę dążył to tego, żeby nie przekraczać tysiąca dwustu słów na artykuł, a w tak małym limicie opowiedzenie o samych tylko rodzajach ruchu na raz jest niemożliwe. Nie mam jednak zamiaru tworzyć epistoł, które odstraszą samą objętością. Będzie konkretnie, z obrazkami i morzem ironii i mam nadzieję, że się Wam spodoba;)

Zatem do następnego razu – będzie o spinach i antyspinach oraz o tym, skąd się bierze taka, a nie inna ilość płatków w opartych o nie patternach.

TPDP #2 >>>

Jezus

Więcej o Jezus

Kto mnie zna ten wie, kto nie zna nie wie ile kolorytu z życia traci. Kręcę poi i buugengami i trochę za dużo gadam i myślę.